14 grudnia 2017

"Siła, która ich przyciąga" IV - Brittainy C. Cherry




Tytuł: Siła, która ich przyciąga
Tytuł oryginalny: The Gravity of Us
Autor: Brittainy C. Cherry
Cykl: Elements. Żywioły (tom 4)
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Liczba stron: 380
Moja ocena: 9/10


Z Grahamem Russellem nie byliśmy dla siebie stworzeni. Mną targały emocje, on pogrążony był w apatii. Ja śniłam na jawie, jego trawiły koszmary. Płakałam, podczas gdy jego oczy pozostawały suche.

Pomimo jego skutego lodem serca i mojego porywczego temperamentu, czasami łączyły nas chwile. Chwile, gdy patrzyliśmy sobie w oczy, dostrzegając skrywane w nich tajemnice. Chwile, gdy jego usta doświadczały moich obaw, a ja oddychałam jego bólem. Chwile, kiedy wyobrażaliśmy sobie jakby to było, gdybyśmy byli zakochani.

Dzięki tym chwilom unosiliśmy się ku chmurom, tam jednak dopadała nas rzeczywistość i jakaś siła zmuszała do zejścia na ziemię.

Graham Russell nie był mężczyzną, który potrafi kochać. Ja również nie byłam w tym dobra. Mimo to, gdyby dane mi było znów się zakochać, zatraciłabym się w nim już na zawsze.

Nawet jeśli przeznaczone byłoby nam roztrzaskać się o skały.



źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/234



"Powietrze nade mną, ziemia pode mną, ogień we mnie, woda wokół mnie..."


   Brittainy C. Cherry rozkochała w sobie miliony czytelniczek na świecie. Jej historie pełne emocji, z wyrazistymi bohaterami (i przepięknymi okładkami :D), są zachwalane i polecane. My w Polsce również pokochaliśmy zarówno autorkę i jej książki. Seria "Żywioły" cieszy się dużą popularnością i nie ukrywam, że też jestem jej fanką. No może po za pierwszym tomem, ale przymykam na to oko.

   Po fantastycznej "Wodzie, która niesie ciszę" nie spodziewałam się, że mogłabym dostać coś lepszego. Miałam ogromną nadzieję na to, że "Siła.." okaże się przynajmniej na tym samym poziomie co jej poprzedniczka. Nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że im bardziej czekam na jakąś książkę, to po premierze dłużej zajmuje mi sięgnięcie po nią. W tym przypadku też nie było wyjątku. Ale zrzucam winę na jedną z recenzji, którą czytałam, w której było napisane, że przez większość książki nic się nie dzieje. Cóż, nic bardziej mylnego.


"Być może jestem jak jedna z tych książek, które musisz przeczytać do końca, by zrozumieć ich prawdziwy sens."


   "Siłę, która ich przyciąga" odebrałam bardziej osobiście, bardziej emocjonalnie i zupełnie inaczej niż poprzednie tomy. Według mnie powieść bardzo odbiega od poprzedniczek i wydaje mi się, że autorka włożyła w tę powieść najwięcej serca. Ja jestem po prostu zachwycona i teraz mogę to napisać - to najlepsza część z serii "Żywioły", a nawet najlepsza książka autorki, które do tej pory czytałam.

   Żeby nie było tak kolorowo, muszę się do czegoś przyczepić. Mianowicie do bohaterki. Od samego początku gdzieś może do połowy, ciągle miałam wrażenie, że to Lou z "Zanim się pojawiłeś". Nie mogłam przestać ich porównywać, a w pewnym momencie nawet złapałam się na tym, że zaczęłam wyobrażać sobie bohaterkę jako filmową Lou w rajstopach w czarno żółte paski i jakiejś jaskrawej kiecce (a filmu nawet nie oglądałam..). Całe szczęście, że już od połowy ta wizja zniknęła i wszystko wróciło do porządku.


"Im więcej z siebie dasz, tym więcej zostanie ci odebrane."


   A skoro mowa o bohaterach. Lucy to "świrnięta hipiska", mówiąca co ślina przyniesie jej na język, nie dająca się odepchnąć, widząca w ludziach dobro i kochająca całą sobą dziewczyna. Początkowe spotkanie jest przypadkiem, ale los lubi płatać figle, a bohaterowie spotykają się ponownie. Lucy to bohaterka akceptująca i wybaczająca błędy innych. Najważniejsza jednak jej cecha, to dobroć i radość. Nie tak łatwo "wyrzucić" ją ze swojego życia, i to co początkowo może wydawać się nachalnością, okazuje się wsparciem.
   Graham natomiast to bohater zamknięty w sobie. Skrzywdzony do tego stopnia, że jego serce zmieniło się w kamień. Przekonany o tym, że każdy i tak odejdzie z jego życia. Nigdy się nie uśmiecha i jest niemiły, szczególnie dla Lucy. Z czasem jednak dostrzega, że nie wygra z dziewczyną. Jej początkowo "świrnięta" osobowość doprowadzająca go do szału, staje się jego codziennością i potrzebą.
   Ten związek jednak nie może istnieć i bohaterzy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jednak serce nie sługa prawda?


"Najtrudniejszą częścią życia było oglądanie jak ukochane osoby idą prosto w ogień, podczas gdy jedyne co mogłeś zrobić, to usiąść i patrzeć jak płoną."


   Koniecznie muszę też wspomnieć o uczuciu jakie się rodzi między bohaterami. Nie znajdziecie w tej książce absolutnie flirtowania, pierwszych randek i scen seksu. Na pierwszy pocałunek też trzeba czekać bardzo długo. Bohaterzy zakochują się w sobie powoli, przypadkiem i nieświadomie. Realność ich relacji aż wylewa się ze stron sprawiając, że czytelnik chce więcej i więcej. Każda postać została wykreowana na swój sposób, a oprócz głównych bohaterów, pojawiają się też ci drugoplanowi, którzy również są wyraziści i bardzo ważni w powieści.

   To nie jest książka o słodkim romansie. To gorzka prawda o uczuciu, które pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. Ponadto, od połowy książki, co drugi rozdział łzy samoistnie wypływały z moich oczu. I nie, ta książka nie była tak przytłaczająca i smutna. Była wzruszająca i prawdziwa, a to znaczna różnica.

   Podsumowując, bo mogę o niej pisać bez przerwy. Nie zastanawiajcie się, tylko od razu bierzcie się za tę powieść. "Siła, która ich przyciąga" to piękna, realna i dopracowana historia o dwójce ludzi, całkowitych przeciwieństwach. Jak już wspomniałam na początku - obawiałam się czy dorówna swojej poprzedniczce, czyli "Wodzie, która niesie cieszę" (jeszcze do niedawna, uważaną przeze mnie za najlepszą część), ale zupełnie niepotrzebnie, bo ostatnia, czwarta część przerosła moje oczekiwania. Roztrzaskała moje serce, by ponownie je posklejać. Fenomenalna książka, którą polecam z ręką na sercu.

Maktub.



"(...) Nauczyła mnie, że prawdziwa miłość potrzebuje czasu, pracy i komunikacji. Prawdziwa miłość rozkwitała jedynie dla tych, którzy poświęcali czas, by ją pielęgnować, odżywiali ją i dawali jej światło."



Cykl "Elements. Żywioły":
Tom 4. "Siła, która ich przyciąga."



10 grudnia 2017

"Sexy Bastard. Hard" I - Eve Jagger




Tytuł: Sexy Bastard. Hard
Tytuł oryginalny: Hard
Autor: Eve Jagger
Cykl: Sexy Bastard (tom 1)
Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Liczba stron: 288
Moja ocena: 7/10



Silny, arogancki i nieznoszący sprzeciwu Ryder to król nocnego życia w Atlancie. Na co dzień jest właścicielem klubu nocnego, po godzinach zarządza potajemnie podziemnym ringiem.

Wkrótce na jego drodze pojawia się Cassie, która po ucieczce z Londynu wraca do rodzinnej Atlanty. Dziewczyna licząc na spokojne życie, nie spodziewa się, że pewnej nocy do jej domu wtargnie wściekły Ryder Cole. Bezwzględny mężczyzna zamierza ukarać brata Cassie za niespłacone długi.

Aby ocalić brata, Cassie wdaje się w niebezpieczny układ z Ryderem i zaczyna angażować się w jego szemrane interesy. Wkrótce obezwładniające pożądanie między nimi jest nie do ukrycia. Niestety nie obejdzie się bez konsekwencji. Ryder nie pozwoli jej tak po prostu odejść, a Cassie nie może ukrywać się w nieskończoność.



źródło opisu: http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/sexy-bastard-hard/



   Muszę przyznać szczerze, że sceptycznie podchodziłam do tej książki. Z jednej strony przyciągała mnie - spójrzcie tylko na okładkę :D, plus zachęcające recenzje sprawiły, że byłam ciekawa tego tytułu. Z drugiej jednak strony pojawiały się też mniej pozytywne recenzje, przez które czytanie odwlekałam w czasie. Czy słusznie?

   Zacznę od minusów książki. Niestety, ale kilka sytuacji było według mnie niedorzecznych. Na przykład: wyobraź sobie, że śpisz sobie spokojnie. Ktoś zdziera z ciebie kołdrę, a kiedy się budzisz, przed oczami masz włamywaczy. Co robisz? To chyba jasne, że krzyczysz, uciekasz, bronisz się. Co robi bohaterka? Właściwie to "jest przerażona, ale nie będzie tego po sobie pokazywać", zatem na luzie prowadzi pogawędkę z włamywaczem, w myślach podziwiając jaki jest seksowny. Dodatkowo, aby się "bronić", albo może pokazać jaka jest "niebezpieczna", atakuje go poduszką! Żeby było śmieszniej, bohaterka nie usłyszała i się nie zbudziła, kiedy ktoś w jej domu wybił okno. W nocy! Kiedy jest cisza i spokój. Ja rozumiem, że można mieć twardy sen, ale nie sądzę, że aż tak. Niestety taki początek książki nie zwiastował niczego dobrego. Akcja jak z filmu komediowego, zero realności.

   Skoro jesteśmy już przy minusach książki, to muszę też wspomnieć o tym, że to co działo się między bohaterami (cokolwiek to było), wydarzyło się wręcz błyskawicznie. Nagle nie mogli przestać o sobie myśleć, a pożądanie wręcz wylewało się ze stron.
   Przeszkadzało mi też to, że autorka nie rozłożyła tego trochę w czasie. Mianowicie podczas czytania ma się wrażenie, że minęło kilka tygodni, podczas gdy tak naprawdę minął dzień! Pod koniec książki okazuje się, że cała akcja działa się na przestrzeni tygodni (o ile nie mniej, nie pamiętam). Dlatego też tak ciężko uwierzyć w to uczucie między bohaterami.

   Jeśli chodzi o bohaterów natomiast, to powiedziałabym że nic nowego i odkrywczego. Czyi bohaterzy jak z co drugiej książki. Ja jestem już chwilę po lekturze pisząc to i niestety, ale prawie nic o nich nie pamiętam. To chyba jedynie świadczy o tym, że nie wyróżniają się jakoś specjalnie.

   Żeby nie było, że tylko narzekam, tym bardziej, że oceniłam tę książkę całkiem wysoko, to mimo powyższych minusów podobała mi się. Miło i przyjemnie spędziłam z nią czas. Szczególnie, że jest króciutka i dzięki temu, że autorka pisze lekko, "Hard" przeczytałam błyskawicznie. Na szczęście po niezbyt udanym początku, fabuła mnie zaciekawiła i z ciekawością śledziłam dalsze losy bohaterów.  Oczywiście znalazłabym jeszcze kilka naciąganych sytuacji, ale one nie zapadają w pamięć i aż tak mnie nie raziły. 

   Warto też wspomnieć, że Eve Jagger poruszyła ważne tematy, takie jak więzi rodzinne. Pokazała, że nie ważne co, jesteśmy w stanie dla rodziny zrobić wszystko, nawet swoim kosztem. Mówi się, że zaufanie to podstawa związku, ale czy nie mówienie prawdy to kłamstwo? No i prześladowanie przed byłego chłopaka. Swoją drogą mam wrażenie, że ostatnio w prawie każdej książce bohaterka ma psychicznego ex, który uważa ją za "swoją własność".


   Podsumowując, polecam osobom, które lubią erotyki, literaturę kobiecą i namiętność między bohaterami. Nielegalne walki, gorący faceci, pewna siebie bohaterka i bolesna przeszłość - to znajdziecie w tej książce. Ponadto autorka zaserwowała sporą dawkę humoru, co też oceniam na wielki plus. Nie nastawiajcie się na zbyt wiele i nie zraźcie się początkiem, bo potem robi się ciekawie i wciągająco. Myślę, że "Hard", to typowa książka na wieczór, o której nie wiele pamięta się jakiś czas później. Mimo to, miło spędziłam z nią wieczór i nie żałuję poświęconego jej czasu. Na pewno też sięgnę po kolejne tomy, i poczytam o reszcie chłopaków :)








Cykl "Sexy Bastard":
Tom 1. Hard
Tom 2. Cash
Tom 3. Knox
Tom 4. Jackson


6 grudnia 2017

"Listy do utraconej" - Brigid Kemmerer



Tytuł: Listy do utraconej
Tytuł oryginalny: Letters to the Lost
Autor: Brigid Kemmerer
Cykl: -
Wydawnictwo: YA!
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Liczba stron: 400
Moja ocena: 9/10



Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy“. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia.



źródło opisu: Wydawnictwo YA!, 2017




   Brigid Kemmerer to autorka, która książką "Listy do utraconej" zadebiutowała na polskim rynku. Śmiało mogę napisać, że zadebiutowała w wielkim stylu. Tę książkę zauważyłam początkowo w zapowiedziach wydawniczych, ale nie szczególnie zwróciłam na nią uwagę. Następnie zaczęły pojawiać się recenzje na blogach, które w większości były zachwalające książkę. Pomyślałam zatem, że muszę ją przeczytać. Mimo wielkiej ochoty, jednak długo się do niej zabierałam. Pytam się teraz sama siebie - dlaczego, do cholery tyle zwlekałam?!

   Dla "Listów do utraconej" dwie noce z rzędu kładłam się nad ranem (ostatnio czytam tylko jak kładę się spać :(). Nie mogłam się od niej oderwać, chciałam wiedzieć co wydarzy się dalej. Autorka zastosowała narrację pierwszoosobową naprzemienną. Poznajemy zatem myśli i uczucia obydwojga bohaterów. Dodatkowo każdy rozdział rozpoczyna się listem, bądź e-mailem. Nie zabrakło też humoru, przez co bohaterzy byli realniejsi.



"Otwieram drzwi jego wozu i ciągnę za dźwignię odblokowującą maskę, a potem wyłączam silnik.[...]
- Co ty robisz? - pyta.
- Kradnę ci samochód - odpowiadam. - Dzwoń po gliny."



   Jak to w takich powieściach bywa, oboje bohaterzy zmagają się z przeszłością. Oboje przeszli przez coś, co odmieniło ich życie na zawsze. 
   Juliet straciła matkę. Jako, że jej matka była fotografką ciągle w rozjazdach, wraz z córką korespondowała przez listy. Po jej śmierci Juliet kontynuowała tradycję i dalej pisała listy, zostawiając je na grobie matki. Nigdy nie przypuszczałaby, że ktoś byłby zdolny naruszyć jej prywatność i przeczytać jeden z jej listów, co więcej - że mógłby na niego odpisać.
   Declan to przysłowiowa "czarna owca". Po wydarzeniach z przed lat pogrążył się w rozpaczy, a kilka miesięcy wstecz zrobił coś, za co nałożono na niego karę w postaci prac społecznych. Pracuje zatem na cmentarzu. Kiedy na jednym z grobów znajduje list i go czyta, ma wrażenie że to jego uczucia są w nim zawarte, zatem nie zastanawiając się nad tym co robi, odpisuje na niego dwoma słowami.

   Bohaterzy byli dość schematyczni jeśli mam być szczera. Ona po tym jak straciła najważniejszą osobę, zamyka się i izoluje od wszystkich, biernie biorąc udział w codziennych czynnościach. On natomiast po tragedii jaka spadła na jego rodzinę, staje się "wyrzutkiem", chuliganem, omijanym na szkolnych korytarzach i osądzanym za wszystkie złe rzeczy. Budził strach pośród rówieśników, jak i nauczycieli. Mimo tej schematyczności, ani trochę mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo ich polubiłam i ich rozumiałam. Jak widać, na przykładzie tej książki, można stworzyć schematycznych, powtarzalnych bohaterów, ale na swój sposób oryginalnych i zyskujących sympatię czytelnika. Ponadto dostajemy również historię najlepszego przyjaciela Declana, Rev'a - swoją drogą chętnie przeczytałabym książkę właśnie o nim.


"Spodziewałem się mamy, ale słyszę pociągnięcie nosem i wiem już, że to Rev. Ten koleś ma alergię na wszystko, w tym na większość ludzi."


   Brigid Kemmerer znakomicie sobie poradziła. Nie skupiła się tylko na wątku rozwijającej się znajomości i uczuć bohaterów. Powiedziałabym nawet, że ten wątek był najmniej ważny. Natomiast to co jest w tej książce ważne, to przede wszystkim radzenie sobie z codziennością, akceptacja przeszłości, relacje rodzinne. Autorka poruszyła wiele bardzo ważnych tematów i co najważniejsze, każdy z nich zamknęła, nie zostawiła nas z żadnymi pytaniami. Realność aż wylewała się ze stron i jedyne czego żałuję jest to, że już ją skończyłam :(


   Podsumowując, "Listy do utraconej" to książka, którą trzeba przeczytać! Może i nie jest zaskakująca, bo momentem zaskoczenia było dla mnie tylko kilka rzeczy. Może i jest przewidywalna, ale uważam  to za plus powieści. Nie ma niepotrzebnych wątków, niepotrzebnego komplikowania spraw. Paradoksalnie, jest to niecodzienna i genialna historia. Polecam każdemu, bez względu na wiek, myślę że każdy może wynieść z tej książki pewne wartości. Ja jestem zachwycona i bardzo chcę poznać inne powieści autorki.


3 grudnia 2017

"Stinger. Żądło namiętności" - Mia Sheridan




Tytuł: Stinger. Żądło namiętności
Tytuł oryginalny: Stinger
Autor: Mia Sheridan
Cykl: -
Wydawnictwo: Septem
Tłumaczenie: Marta Czub
Liczba stron: 430
Moja ocena: 8/10



Los czasem płata figle...

Kto powiedział, że konferencje branżowe muszą być nudne? Nawet jeśli tak bywa, to na pewno nie w Las Vegas, mieście, w którym wszystko może się zdarzyć. To właśnie tam pewna poważna młoda osoba, Grace Hamilton, uczestnicząca w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa, poznaje Carsona Stingera, aktora z branży erotycznej, z którym spędza kilka upojnych chwil. Ale cóż może na dłużej połączyć dwoje tak odmiennych ludzi, mających całkowicie inne poglądy na świat i życie?

Grace to dziewczyna, która uparcie dąży do realizacji swoich celów, a Carson żyje z dnia na dzień i na niczym szczególnie mu nie zależy. Oboje doskonale wiedzą, że ich drogi skrzyżowały się tylko na chwilę... A jednak nie potrafią o sobie zapomnieć.

Kiedy szczęśliwym zrządzeniem losu wpadają na siebie ponownie, nie mogą odrzucić tej szansy. Zwłaszcza że w międzyczasie oboje nieco dojrzeli, a Stinger porzucił branżę porno na rzecz służby w armii USA. Romans pięknej pani prokurator i przystojnego komandosa nie przypomina sielanki, ale czy życie bez emocji jest ciekawe?



źródło opisu: https://septem.pl/ksiazki/stinger-zadlo-namietnosci-mia-sheridan,stinge.htm




   Mia Sheridan w Polsce jest doskonale znana z jej książek "Bez słów", "Bez winy", "Bez szans" i "Bez uczuć". Pokochały ją miliony osób na świecie a jej książki uznawane są jako "najlepsze romanse". Ja autorkę bardzo lubię, choć nie ukrywam, że miała lepsze i słabsze momenty. Nie przeszkadza mi to jednak by sięgać po jej kolejne powieści. Jednak jakimś cudem "Stinger" mi umknął i kompletnie zapomniałam o tej książce. Dopiero niedawno szukając czegoś do czytania, natrafiłam na ten tytuł i pomyślałam, że z pewnością miło spędzę z nią czas. Całe szczęście tak było.

   Spotkanie dwóch różnych osobowości. Dwie zupełnie różniące się konferencje i dwa zawody, które bardziej się już różnić nie mogą. Przyszła Pani adwokat i aktor porno? Początkowo pomyślałam, że to się nie uda. No bo szczerze.. ciężko zaakceptować taki zawód jak aktor porno. Autorka jednak znakomicie poradziła sobie z tym wyzwaniem i co więcej, rozkochała czytelniczki przez Carsona. Dostajemy wyjaśnienie czemu takie życie prowadzi bohater i w ten sposób lepiej go poznajemy i rozumiemy.


"Najważniejsze jest to, ile serca w coś wkładasz i czy dajesz z siebie wszystko nie dlatego, że ktoś cię potem za to pochwali, ale wręcz przeciwnie, dlatego że nikt cię nigdy nie chwali i twój sukces nie na tym polega."


   Przypadkowe spotkanie w hotelu sprawia, że między bohaterami od razu przelatuje iskra. Kto by się spodziewał, że wpadną na siebie znowu, ale tym razem skazani na swoje towarzystwo, w zaciętej windzie? To co zaczyna się przekomarzaniem i trzymaniem Carsona, przez Grace na dystans, zmienia się w pełen gorących chwil weekend. Układ zatem jest prosty. Mają spędzić ze sobą jeden weekend, a w poniedziałek każdy ma wrócić do swojego życia. Pod koniec weekendu jednak sprawy nieco się komplikują, dlatego rozstanie następuje szybciej niż początkowo było zaplanowane. Mieli się więcej nie zobaczyć, jednak los ma inne plany. Po latach znów na siebie wpadają.

   Mia Sheridan potrafi zaciekawić czytelnika do tego stopnia, że od książki ciężko się oderwać. Dlatego też, miałam nieprzespaną noc. Musiałam wiedzieć co się stanie dalej. Można powiedzieć, że książka została podzielona na dwie części. I o ile pierwsza w pewnym momencie robi się nużąca, w końcu bohaterowie większość czasu spędzają w łóżku, tak końcówka jak i część druga to wynagradza. Dostajemy gorący romans, świetnie wykreowanych bohaterów - również tych drugoplanowych - oraz dodatek w postaci wątku kryminalnego. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jednak za dużo jak na jedną książkę, ale mogę śmiało zapewnić, że żaden wątek nie został pominięty, tylko dostał swoje rozwinięcie i zakończenie.

   "Stinger. Żądło namiętności" to świetna, trzymająca w napięciu, momentami rozgrzewająca historia. Jasne, jest czasem ckliwa i naiwna, ale tak naprawdę to nie ma znaczenia. Mogłabym się jedynie przyczepić do tego, że nie dane nam było bardziej zagłębić się w świat filmów porno za kulisami. Tego mi jednak zabrało, skoro już autorka postanowiła poruszyć ten temat. Niemniej jednak całość wypadła wciągająco i zaskakująco. Cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Autorka po raz kolejny udowodniła, że po jej książki można sięgać w ciemno. Jak najbardziej polecam fanom literatury kobiecej i NA. Ja nie mogę doczekać się kolejnych powieści pisarki, na które mam nadzieję, nie będziemy musieli długo czekać. 


"W życiu spotykamy ludzi, którzy nas ratują, zarówno na duże, jak i na małe sposoby. Czasem ratunek oznacza, że ktoś cię uwolni z ciemnego pokoju bez okien albo wyciągnie z płonącego budynku. Ale znacznie częściej oznacza ratunek od samego siebie, a także to, że warto otworzyć się na miłość, bo miłość wcale nie jest bajką."




1 grudnia 2017

#11/17 Podsumowanie listopada.

Dzień dobry, zapraszam dziś na podsumowanie czytelnicze listopada, w którym udało mi się przeczytać 6 książek. W sumie nawet jestem zadowolona z wyniku, ale mam nadzieję, że grudzień będzie lepszy :)





1. "Terapia" - Kathryn Perez - 484
ocena: 9/10







2. "Dziewczyna mojego brata" tom 1 - K. A. Linde - 300
ocena: 5/10








3. "Wszystkie jasne miejsca" - Jennifer Niven - 424
ocena: 7/10








4. "Stinger. Żądło namiętności" - Mia Sheridan - 430
ocena: 8/10








5. "Rebel" tom 1 - Elle Casey - 289
ocena: 7/10







6. "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer - 400
ocena: 9/10










Łącznie 2327 stron. Średnio 77 stron dziennie.


Najlepsza książka listopada: "Terapia" Kathryn Perez / "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer
Najgorsza książka listopada: "Dziewczyna mojego brata" K.A. Linde




Ile wam udało się przeczytać w listopadzie? Jesteście zadowoleni z wyniku? :)




25 listopada 2017

"Wszystkie jasne miejsca" - Jennifer Niven




Tytuł: Wszystkie jasne miejsca
Tytuł oryginalny: All the Bright Places
Autor: Jennifer Niven
Seria: Myślnik
Wydawnictwo: Bukowy Las
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Liczba stron: 424
Moja ocena: 7/10




Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć "cuda" Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.
Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć.



źródło opisu: https://bukowylas.pl/ksiazki/wszystkie-jasne-miejsca




"To, że umarli, nie znaczy, że muszą być dla nas zupełnie martwi."


   "Wszystkie jasne miejsca" to książka, którą poleca bardzo dużo osób. Spotkałam się z opiniami, że tę powieść powinien przeczytać każdy, niezależnie od wieku. Bardzo długo się za nią zabierałam, głównie ze względu na fakt, że byłam pewna że jest to typowa młodzieżówka, która może mnie nudzić. W końcu jednak powiedziałam sobie, że to ten czas i muszę w końcu przekonać się o co tyle szumu i czemu każdy jest nią aż tak zachwycony. Czy książka spełniła moje oczekiwania?

   Nie będę przytaczała fabuły, gdyż myślę, że wszystko znajduje się w opisie. Ale wspomnę o bohaterach, których nie można byłoby pominąć. Główne skrzypce w tej powieści zdecydowanie gra Finch. Finch to postać bardzo specyficzna, bardzo często zmieniająca "sposób życia". Mianowicie jednego tygodnia będzie przypominał bezdomnego, następnego Brytyjczyka a jeszcze kolejnego zdecyduje się na bycie draniem. Nigdy nie wiadomo kim będzie następnie.  Niestety w szkole uważany jest za wariata. Finch to bohater, którego lubi się od pierwszych stron książki. Śmiały, pewny siebie i inteligenty chłopak, który ma problemy.
   Violet natomiast to całkowite przeciwieństwo Fincha. Mimo, że również jest dopuszczona do głosu co drugi rozdział i to ona wiedzie prym, to niestety została przyćmiona przez bohatera. Nie jest tak wyraźna. Jednak oczywiście nie jest to minus, bo jest powód dlaczego bohaterka taka jest. Czemu jest cicha, nieśmiała, zamknięta w sobie i pogrążona w myślach.


"Zdaję sobie sprawę, że nie chodzi o to, co się ze sobą zabiera, ale o to, co się zostawia."


   Tak jak napisałam wyżej, że Finch'a nie da się nie polubić podczas czytania, tak teraz - ok dwa tygodnie po przeczytaniu - muszę stwierdzić, że zapominam o nim, o Violet i o tej książce. Nie wywarła też na mnie takiego wrażenia, jakiego oczekiwałam, o jakim każdy mówił. Do dziś też nie jestem w stanie zrozumieć niektórych decyzji bohaterów. Zdaję sobie sprawę z tego, że depresja i problemy psychiczne potrafią zniszczyć człowieka, a mimo to ciężko mi zaakceptować to co się wydarzyło.


"Największym problemem ludzi jest to, że zapominają, iż najczęściej liczą się właśnie drobiazgi."


   Muszę też napisać, że przez pierwszą połowę książki nudziłam się i czytałam dalej tylko dlatego że zaczęłam. Nie mogłam się za bardzo wciągnąć. Momentami nawet drażniły mnie przemyślenia i refleksje Fincha, które były jakby na siłę. Może autorka próbowała w ten sposób pokazać dojrzałość bohatera, mimo jego wieku, gdyż miał niespełna osiemnaście lat?


   "Wszystkie jasne miejsca" to książka o problemach nastolatków. Problemy te nie są małostkowe i nie jeden dorosły się z nimi nawet nie zetknął. Autorka porusza temat śmierci i życia i robi to w dość ciekawy, inny sposób, zdecydowanie skupiając się jednak na życiu. Na tym jak cenne jest, jak wiele rzeczy warto zrobić, czy zobaczyć przed śmiercią. Poruszyła również temat przyjaźni, kłopotów rodzinnych, odrzucenia przez rodzinę i rówieśników, straty i tym jak ciężko żyć z poczuciem winy, oraz pierwszej miłości. Nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, bo uważam że warto ją poznać by otworzyć szerzej oczy na pewne sprawy. Jednak nie dostałam tego, czego oczekiwałam i myślę, że bardziej kierowana jest dla młodzieży, która może z niej wynieść dużo więcej. Która może pokazać jak ważne jest życie, ludzie i my sami. Polecam się z nią zapoznać, tym bardziej, że jest lekka w odbiorze i czyta się szybko - szczególnie od połowy do końca.
Na pewno też sięgnę po najnowszą książkę autorki. 






"Miasto z góry lepiej się prezentuje, ludzie wydają się ładniejsi, a najgorsi wyglądają niemalże na dobrych."





20 listopada 2017

''Tysiąc pocałunków'' - Tillie Cole




Tytuł: Tysiąc pocałunków
Tytuł oryginalny: A Thousand Boy Kisses
Autor: Tillie Cole
Cykl: -
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Liczba stron: 440
Moja ocena: 4/10



Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…

Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie.

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.



źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/204



   Tillie Cole to autorka, którą bardzo polubiłam dzięki jej serii "Sweet Home" - a właściwie to pierwszej części. Czekałam długo aż powieści autorki pojawią się na polskim rynku, ale było warto, bo jakiś czas później w zapowiedziach pojawiła się książka "Raze", a zaraz potem jej druga część "Reap". Nie miałam okazji czytać tych książek jeszcze, ale mam je w planach. "Tysiąc pocałunków" pojawiła się niedługo potem. Musiałam "swoje" odczekać - zwykle tak mam, że im bardziej chcę przeczytać jakąś książkę, dłużej z nią zwlekam. W końcu nadszedł moment gdzie mogłam zacząć czytać. Nastawiłam się, że będzie to "pewniak". Po pierwsze same wspaniałe recenzje, po drugie przecież to autorka, którą już polubiłam. Niestety tym razem pewniak okazał się słabizną.

   Z tą książką miałam taki problem, że zaczęłam ją czytać, po jakiś 70% książki odłożyłam i ponad miesiąc nie mogłam do niej ponownie wrócić. Tak męczyłam się czytaniem, tak byłam zawiedziona i w sumie wiedziałam co znajdę na ostatnich stronach, że skutecznie mnie odpychało od dokończenia tej historii. A kiedy już udało mi się ją skończyć, problem pojawił się przy napisaniu coś o niej. Tym sposobem, opinię piszę miesiąc po skończeniu książki.


"Poznał ciebie, a ty słowami i zachowaniem nauczyłaś go, że życie nie zawsze musi być tak poważne. Że życiem należy się cieszyć. Że życie jest wielką przygodą, więc trzeba w pełni je wykorzystać."


   Autorka w "Tysiąc pocałunków" poruszyła trudny i bolesny temat. Nie będę ukrywać, że w jakiś sposób mnie poruszył. Chyba zawsze ten temat w książkach zostawia jakąś pustkę, a już szczególnie wtedy gdy dotknął on nas również w prawdziwym życiu. Niestety muszę przyznać z bólem serca, że czekałam na finał, by ukrócić i swoje cierpienia i bohaterów.

   Bohaterzy natomiast też się nie popisali a wręcz byli tak sztuczni, że ciężko było w nich uwierzyć. Wierzę, że w młodym wieku można spotkać już osobę, z którą spędzi się resztę życia. Co więcej, wierzę że jako dzieci można się już spotkać. Tylko dlaczego autorka wyidealizowała bohaterów do tego stopnia, że byli bez wad? Że w wieku 15-16 lat zachowywali się jakby mieli po 80 i spędzili ze sobą całe życie? Gdybym nie wiedziała ile mają lat, w życiu nie powiedziałabym że to tak młodzi ludzie. I nie mówię tu, że mieliby być infantylni i niedojrzali. Mówię, że żałuję że nie byli bardziej "ludzcy i młodzi".

   Jeśli mam być szczera to książkę zapamiętałam tylko z wyznań miłosnych między głównymi bohaterami. Z ich zapewnieniami, czułymi słówkami i mówieniem ile dla siebie znaczą. Ponadto w pamięć zapadła mi bohaterka, non stop przypominająca bliskim co się stanie. Aż miałam ochotę wrzasnąć, że oni już to wiedzą, nie musi im przypominać na każdym kroku. I ja wiem, że miało to wyjść tak, że bohaterka jest z tym pogodzona i chce uspokoić bliskich. Jednak w moim odczuciu wyszło tak, że Poppy jeszcze bardziej ich dołowała. A w szczególności Runa, któremu powtarzała to w każdej rozmowie i po każdym zapewnieniu miłości.


"Pokazywał, że miłość to nic innego jak upór. Pewność, że nasza druga połowa jest doceniania w każdy możliwy sposób. Każdej minuty, każdego dnia."


   Jednak żeby nie było, że ciągle narzekam, to odnalazłam też plus tej książki. Mianowicie słoik z pocałunkami chłopaka. Wspaniały, oryginalny i ciekawy przede wszystkim pomysł do dopełnienia książki. Byłam oczarowana i z każdym wspomnieniem w książce o pocałunkach i słoiku, marzyłam by mieć własny i móc go zapełniać. Akurat w tym przypadku autorka zasługuje na wielki plus.

   Podsumowując, książkę do połowy przeczytałam szybko. Ale wychodzi powiedzenie "co za dużo to nie zdrowo", w związku z czym nie miałam już sił kontynuować tego samego. Zbyt duża ilość słodyczy, czułych słówek i przypominania. Co więcej, przez  "Tysiąc pocałunków", czuję odrzucenie jak tylko mam wziąć do ręki książkę z podobnym wątkiem. Mam nadzieję, że szybko mi to przejdzie. Nie wiem co poszło nie tak i jestem bardzo zawiedziona. Zdecydowanie książka trafia na podiom "rozczarowań roku". Nie odradzam nikomu tego tytułu, bo patrząc na oceny i recenzje, więcej ma zwolenników, więc istnieje duża szansa, że i wam się spodoba. 
Mam nadzieję, że to jedyny "wybryk" autorki i reszta jej książek jest dużo, dużo lepsza. 







"Czytałam kiedyś, że jeśli śnisz, to tak naprawdę odwiedzasz dom. Dom, Rune."