Tytuł: Love, Rosie
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 512
Moja ocena: 9/10
Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?
Czy warto czekać na prawdziwą miłość? Czy każdy z nas ma swoją "drugą połówkę"? Może dowiemy się tego po lekturze tej ciepłej i wzruszającej powieści.
źródło opisu: http://www.wydawnictwoakurat.pl/
Nie zaskoczę nikogo wspominając, że to nie jest zwykła książka pisana dialogami i opisami, tylko listami, e-mailami, czy na czacie. Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam, że mi nie podejdzie i że nie dam rady czytać w takiej formie. Tym bardziej czytając recenzję innych osób widziałam, że ciężko na początku się przyzwyczaić przez jakieś 100 stron.
Ja od pierwszej strony nie miałam jednak z tym problemu i od razu się wczułam w taką formę, która jak najbardziej mi odpowiadała.
Polubiłam bardzo humor w książce, który pojawia się do ostatniej strony. Polubiłam wzruszenia jak i te szczęśliwe chwile, ale przyznaje że całą książkę czekałam na ten moment aż Rosie i Alex w końcu ze sobą będą.
Nie podobał mi się przebieg akcji. Czytając jedną stronę bohaterowie mają po np. 25 lat. W ich życiu dzieją się istotne rzeczy, które na pewno można było rozwinąć. Kiedy myślę, że już tak będzie, odwracam kartkę i nagle bohaterowie mają po 33 lata. Jedynie to było minusem książki.
Po za tym jak ta historia mnie urzekła i jestem pewna, że prędzej niż później znowu ją przeczytam, tak naprawdę nie mam za wiele do powiedzenia. Myślę, że podobna historia spotkała wielu ludzi, ale tylko ze względu na strach przed powiedzeniem tych paru słów.
W książce bardzo szkoda było mi Rosie, która od początku w jakimś stopniu miała pod górkę. Jak tylko zaczynało się coś układać, zaczynała być szczęśliwa, za chwile wszystko po kolei się burzyło. Było kilka listów, czy wiadomości, które czytałam po kilka razy zanim przeszłam dalej. Niby banalne słowa, ale próbowałam wczuć się w jej rolę i zastanawiałam się jak bym się czuła na jej miejscu.
Postać Alexa mnie nieco irytowała. Był przestraszony i mimo wielu okazji nie powiedział tego co chciał, tylko się schował zapominając o tym, albo uciekał, nie zdając sobie sprawy że Rosie o czymś nie wie, albo nie pamięta.
Zaraz po książce obejrzałam film. Czytałam, że ekranizacja wyszła dużo lepiej i jestem w szoku dlaczego ludzie tak sądzą. Dla mnie książka było sto razy lepsza. W filmie, niektórych scen istotnych nie było, niektóre pozmieniane całkowicie i do tego za szybko wszystko się dzieje. Pozostał po sobie niedosyt i ciągle sobie myślę, że coś przeoczyłam.
Nie dałam 10/10 tylko ze względu na to jak szybko leciał czas.












