25 lutego 2020

"Było nam dobrze ze sobą, dopóki się nie spotkaliśmy" - "Punk 57" - Penelope Douglas


Tytuł: Punk 57
Tytuł oryginalny: Punk 57
Autor: Penelope Douglas
Cykl: -
Wydawnictwo: NieZwykłe
Tłumaczenie: Maciej Olbryś
Data wydania: 12 czerwca 2019
Liczba stron: 396
Moja ocena: 8/10
Opis wydawcy
Zamknij oczy. Nie ma tutaj nic, co można zobaczyć.

Była dla niego wszystkim. Myślał nawet, że się w niej zakochał. Dziewczyna z listów, jego Ryen. Obiecali sobie, że nigdy się nie spotkają i nie będą siebie szukać w mediach społecznościowych. Żadnych zdjęć, żadnych spotkań. Tylko listy i oni.

Jednak Misha spotkał ją zupełnie przypadkiem, na imprezie zorganizowanej po to, żeby zebrać fundusze na trasę jego nowo powstałej kapeli. Była tam jego Ryen. I Misha zrozumiał, że dziewczyna z listów go okłamała. Nie była wcale taka, jak to sobie wyobrażał. Była… gorąca. Postanowił, że nie zdradzi jej, kim jest. Jeszcze nie teraz.

I wydarzyła się tragedia. Tragedia, do której być może by nie doszło… gdyby tamtego wieczoru Ryen nie zawróciła mu w głowie. Teraz Misha już nie chce jej znać. Jedyne, czego chce, to ją znienawidzić i zapomnieć, że kiedyś była jego.

Ryen nie wie, czemu Misha nie odpisuje. Za to do jej poukładanego życia wkracza chłopak, który wyraźnie ma zamiar je zniszczyć. Tylko czemu Ryen nie potrafi przestać o nim myśleć?

https://www.empik.com/punk-57-douglas-penelope,p1223496980,ksiazka-p



  Penelope Douglas w Polsce znana jest z takich powieści jak "Dręczyciel", oraz "Birthday Girl". Obie te powieści już czytałam (chociaż Dręczyciela planuje przeczytać raz jeszcze, bo czytałam ją w oryginale bardzo dawno temu i nie wiele pamietam) i bardzo mi się podobały. Autorka ma w swoim stylu coś co przyciąga czytelnika i rozkochuje swoimi historiami. W tym przypadku było podobnie, ja zostałam kupiona, chociaż nie do końca wszystko mi się podobało.


"Samotność, Pustka, Pozory, Wstyd, Strach
Zamknij oczy. Nie ma tutaj nic, co można zobaczyć...."


  Ryen i Misha przyjaźnią się od lat, mimo że nigdy się nie widzieli. A to za sprawą listów, które do siebie pisali. Wiedzieli o sobie niemal wszystko, ale bali się spotkać by tego nie zepsuć. I słusznie. Kiedy Misha przypadkiem na jednej z imprez odkrywa kim tak naprawdę jest dziewczyna z listów, którą pokochał, nie może pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak. Bo ta Ryen z listów, to nie ta sama dziewczyna co na żywo. Nie ma jednak szansy by to wyjaśnić, bo tragedia która się wydarzyła sprawia, że chłopak przestaje pisać do dziewczyny. Całkowicie urywa kontakt. A Ryen tymczasem nie wie dlaczego jej najlepszy przyjaciel zrezygnował z kontaktów z nią. Jakby tego było mało, nowy chłopak w szkole doprowadza ją do szału, bo nie wiedzieć czemu, nienawidzi dziewczyny. Oboje się ukrywają za sztuczną tożsamością, oboje mają sekrety i oboje zaczynają dopiero się poznawać.

  W przypadku "Punk 57" ciężko streścić fabułę tak by nic nie zdradzić. Bo choć z opisu coś tam można się dowiedzieć, to według mnie lepiej go nie czytać by dać się porwać lekturze i odkrywać wszystko na bierząco. Jeśli chodzi o bohaterów, to miałam spory problem z Ryen - a przynajmniej na początku, bo ta dziewczyna doprowadzała mnie do wściekłości. Bo ta Ryen z listów diametralnie różni się od tej w szkole. I to właśnie jej nie polubiłam. Tej która udawała przebojową i pewną siebie a to tylko dlatego by być "popularną", bo gdzieś tam w przeszłości o tym marzyła, ale dzieci się z niej śmiały. Wyczuwacie lekki absurd? Obsesja na punkcie popularności doprowadziła ją do zachowania okrutnej i pozbawionej uczuć, która lubi znęcać się nad słabszymi bo to podoba się jej szkolnej grupie. Mimo że wie jak to jest być poniżanym, bo przypominam, że sama była kiedyś w takim położeniu. Dlatego też nie do końca byłam w stanie ją polubić, bo jej zachowanie w szkole kłóciło się z tym jaka była po za nią. Dziewczyna z dwiema osobowościami.

  Misha natomiast to tykająca bomba, której lepiej nie tykać, bo nie wiadomo kiedy może wybuchnąć. Brak porozumienia z ojcem przez to co się wydarzyło sprawia, że chłopak ukrywa się w opuszczonym parku rozrywki. Dodać do tego rozczarowanie związane z Ryen i mamy gotowy obraz zbuntowanego i zamkniętego w sobie chłopaka. Na szczęście Misha ma muzykę, w której może się zatracić. Ponadto sam pisze piosenki dla swojego zespołu, ale tymczasowo opuściła go wena - cóż, nic dziwnego, bo jego weną była Ryen.


"Czy Ty też to zauważyłeś? Że wszyscy chcemy przejść przez życie tak szybko i tak łatwo, jak to tylko możliwe? Że chociaż dobrze wiemy, że nie ma nagrody bez ryzyka, boimy się je podjąć?"


  Motyw z listami jest bardzo dobrze znany w literaturze. Szczególnie tej młodzieżowej, ale mi to w ogóle nie przeszkadza, a nawet wręcz przeciwnie. Listy mają w sobie coś magicznego, przez co mam wrażenie, że przenoszę się w czasie. Miło dla odmiany zamiast o smsach i e-mailach poczytać o korespondencji listowej i wraz z bohaterami ekscytować się podczas otwierania skrzynki na listy.

  "Punk 57" to książka pełna tajemnic, kłamstw i sekretów. Dlatego też ciężko się od niej oderwać, mimo że bohaterzy nie do końca mi odpowiadali, ale wraz z nimi chciałam jak najprędzej odkryć co ukrywa to drugie. Na szczęście autorka zastosowała narrację naprzemienną, więc z czasem z pierwszej ręki poznajemy wszystkie ukryte motywy i sekrety. A zapewniam, że przez całą książkę coś się dzieje i nie ma mowy o nudzie.


"Zawsze powinniśmy mieć nadzieję. Zmieniamy się i nasze otoczenie również się zmienia. Wszystko zmieni się na lepsze. Niemniej to nie znaczy, że przez cały ten czas nie potrafimy nic zrobić. Nie mogę zmienić jego życia, ale mogę mu pomóc."


  Bardzo czekałam na tę książkę i nie zawiodłam się. Jasne, ponarzekałam na bohaterów, ale nie pamiętam już kiedy miałam tak mieszane uczucia w tym aspekcie. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić czy ich polubiłam czy nie. Autorka połączyła kilka motywów, które bardzo lubię jak na przykład; pisanie listów czy od nienawiści do miłości. I to chyba ten drugi motyw również autorce wychodzi najlepiej, bo zauważyłam, że lubi o nim pisać. Ponadto kolejną rzeczą, którą bardzo cenię jest muzyka a w tej książce jej nie brakuje. Cieszę się, że wydawnictwo zdecydowało się na wydanie Punka i cierpliwie czekam na kolejne powieści autorki, bo talentu pisarskiego nie można jej odmówić.



18 lutego 2020

Czy można zostawić za sobą tragiczną przeszłość i odnaleźć prawdziwe szczęście? - "River" - Samantha Towle


Tytuł: River
Tytuł oryginalny: River Wild
Autor: Samantha Towle
Cykl: -
Wydawnictwo: NieZwykłe
Tłumaczenie: Anna Kuksinowicz
Data wydania: 11 września 2019
Liczba stron: 292
Moja ocena: 9/10
Opis wydawcy
Nowe miasto. Nowa tożsamość. Ciąża i samotność.
I daleko od przeszłości, przed którą Carrie Ford tak usilnie próbuje uciec.

River Wild jest humorzastym, nadętym dupkiem i w dodatku jej nowym sąsiadem.
Carrie nie ma ochoty się z nim zaprzyjaźniać, on również nie chce zostać jej przyjacielem.

Jednak kiedy wszystko wydaje się jasne, mężczyzna niespodziewanie pomaga jej uratować porzuconego psa. Tego dnia Carrie dostrzega w jego oczach coś, co można zobaczyć też w jej spojrzeniu. Smutek. Ból. Samotność.

Carrie bardzo dobrze zna te wszystkie uczucia.

Między dwojgiem zranionych ludzi nawiązuje się niechciana i niespodziewana przyjaźń, która bez ostrzeżenia zmienia się w coś więcej.
Oboje mają swoje sekrety, ale to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ ona bardzo dobrze go rozumie, a on ją.
W końcu Carrie pierwszy raz w życiu doznaje czegoś, czego się nie spodziewała – szczęścia.
Niestety szczęście nie trwa długo. Nie, dla takich ludzi jak ona. Szczególnie kiedy przeszłość czai się za rogiem, czekając na odpowiedni moment, żeby wszystko odebrać.

http://wydawnictwoniezwykle.pl/produkt/river/


  Samantha Towle to pisarka, której pióro poznałam bardzo dawno temu dzięki książkom takim jak "Revved" (zanim została wydana, więc mam zamiar powtórzyć lekturę), oraz "Trouble", która mam nadzieję zostanie również wydana. Obie te książki wywarły na mnie spore wrażenie, dlatego też nie zwlekałam zbyt długo z czytaniem jej najnowszej powieści "River". Bez czytania opisu, ale za to z oczekiwaniami. Nie zawiodłam się, a raczej mile zaskoczyłam, bo dostałam kawał dobrej historii.

  Carrie Ford przez 7 lat znosi ogromny ból, zarówno fizyczny jak i emocjonalny. Uwięziona z mężem, zniszczona psychicznie i bez wiary w lepsze życie, robi coś co może ją albo uwolnić, albo skazać na jeszcze większe cierpienie - ucieka. Ucieka, bo teraz ma dla kogo walczyć i zacząć wszystko od nowa. Pod innym nazwiskiem, z innym wyglądem i tam gdzie nie powinna zostać znaleziona. Wynajmuje domek, szybko dostaje pracę i znajduje przyjaciół. Jedyny problem - sąsiad ignorant, gbur i czarna owca miasteczka, od którego lepiej trzymać się z daleka. Tyle że Carrie dostrzega w nim coś, z czym sama się zmaga. Smutek, samotność, ból i ogromny bagaż przeszłości. Czy ta dwójka pokrzywdzonych przez życie ludzi, ma szansę na szczęśliwe zakończenie?

  River Wild to "wyrzutek", od którego mieszkańcy trzymają się z daleka. Wierząc, że odziedziczył w genach po matce mordercze zdolności, ludzie nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Przez to i przez to co River przeżył, stał się zimny, samotny i uwięziony w przeszłości, lecz niezwykle uzdolniony w tworzeniu przedmiotów ze szkła. Wydawać by się mogło, że niezdolny do uczuć i radości. Do czasu, aż w domku obok pojawia się ruda, natarczywa i szalona dziewczyna, od której nie da się uwolnić. Czy Carrie zdoła przebić się przez mury Rivera, które zbudował wokół swojego serca?

  Oboje bohaterzy przeszli piekło, by być w miejscu w którym się odnaleźli. Czytając tę książkę nasunęło mi się pytanie, czy zmienilibyśmy przeszłość, w której nie doświadczylibyśmy bólu, ale kosztem późniejszej miłości i szczęścia? Czy wszystko nie dzieje się po coś? Z jednej strony nie wyobrażam sobie ani tego co przeżył River, ani tego co znosiła tyle lat Carrie, ale finalnie otrzymali coś więcej - siebie.

  "River", to bardzo ciężka i trudna powieść. Autorka na samym początku książki umieściła ostrzeżenie, że sceny występujące w niej mogą wywołać różne reakcje emocjonalne, ponadto wspomniała tematy jakie się w niej znajdują. Dzięki temu czytelnik może zdecydować czy chcę dalej czytać, czy to będzie dla niego zbyt trudne. Uważam, że w każdej podobnej książce, właśnie na początku powinno się znaleźć takie ostrzeżenie, bo nie każdy potrafi poradzić sobie z przemocą domową i wykorzystywaniem seksualnym. Ja w swoim życiu przeczytałam bardzo dużo książek o podobnej treści, więc nie zrażają mnie takie tematy, choć oczywiście bardzo je przeżywam.

  Samantha Towle wykreowała wspaniałych, empatycznych i realnych bohaterów. Choć fakt, Carrie była lekko natarczywa względem Rivera, ale dzięki temu do niego dotarła i sprawiła, że on sam spojrzał na siebie z innej perspektywy. Natomiast sama Carrie zrozumiała jak wygląda miłość, przyjaźń i poczucie bezpieczeństwa. Pokochałam ich razem jak i osobno i bardzo ciężko było mi się z nimi rozstać. Szczególnie po tym jak autorka złamała mi serce pod koniec.



  "River" nie jest wybitnie oryginalną historią, ale napisana w sposób bardzo emocjonalny, z fantastycznymi bohaterami sprawia, że nie da się jej odłożyć aż do ostaniej strony. Ja jestem zachwycona i życzę sobie, żebym trafiała na więcej takich książek, które porwą mnie, oczarują i zostawią z kłębkiem myśli.

Zdecydowanie jedna z moich nowych ulubionych książek, którą bardzo mocno polecam. Szczególnie jeśli lubicie książki ze sporą dawną emocji, humoru i realności.


9 lutego 2020

"Jak coś tak złego, może być tak cudowne?" - "To, co zakazane" - Tabitha Suzuma


Tytuł: To, co zakazane
Tytuł oryginalny: Forbidden
Autor: Tabitha Suzuma
Cykl: -
Wydawnictwo: Młodzieżówka
Tłumaczenie: Joanna Krystyna Radosz
Data wydania: 9 maja 2019
Liczba stron: 376
Moja ocena: 10/10
Opis wydawcy

Ona jest śliczna i utalentowana. Ma szesnaście lat i nigdy się nie całowała. On jest rok starszy, przystojny, a świat stoi przed nim otworem. Zakochali się w sobie. Problem w tym, że… są rodzeństwem.

Siedemnastoletni Lochan i szesnastoletnia Maya zawsze byli dla siebie bardziej przyjaciółmi niż bratem i siostrą. Wspólnie zastępują wiecznie nieobecną matkę-alkoholiczkę w opiece nad młodszym rodzeństwem. Będąc dla dzieci jak rodzice, muszą szybko dorosnąć. Napięcie w ich życiu i to, jak doskonale się rozumieją, zbliża ich do siebie bardziej niż zwykłe rodzeństwo. Tak bardzo, że się w sobie zakochują. Utrzymywane w tajemnicy uczucie szybko przeradza się w głęboką, rozpaczliwą miłość. Choć wiedzą, że to, co robią, jest niewłaściwe i nie potrwa długo, nie umieją się powstrzymać przed brnięciem w związek, który czują całym sercem. Gdy wszystko zmierza w stronę wstrząsającego, szokującego finału, pewne jest tylko jedno: tak niszcząca miłość nie może mieć szczęśliwego zakończenia.

„Jak coś tak złego może być tak cudowne?”

http://mlodziezowka.pl/forbidden/



  Znacie to uczucie kiedy jakaś zagraniczna książka zaintryguje was do tego stopnia, że nie potraficie o niej zapomnieć, ale szanse na wydanie jej u nas są praktycznie zerowe? Ja tak miałam z "Forbidden". Wiele lat temu natknęłam się na nią przyciągnięta okładką. Przeczytałam opis i przepadłam. Wiedziałam, że jest to bardzo kontrowersyjna powieść i że szanse na wydanie są mało prawdopodobne, ale mimo to jakiś czas później osobiście pisałam do wydawnictw z prośbą. Niestety moje prośby nie zostały spełnione. Na nowe wydawnictwo Młodzieżówka natknęłam się również przypadkiem i jak zobaczyłam co planują wydać... Autentycznie nie mogłam uwierzyć, kilkanaście razy co jakiś czas sprawdzałam czy przypadkiem dobrze zobaczyłam a radość była nie do opisania. Poważnie, nie pamiętam już kiedy tak bardzo ucieszyła mnie zapowiedź jakiejś książki. Co prawda ponad pół roku musiałam na nią czekać, ale to bez znaczenia. Najważniejsze, że się doczekałam!


"Możesz zamknąć oczy i nie patrzeć na rzeczy, których nie chcesz widzieć, ale nie możesz zamknąć swojego serca na rzeczy, których nie chcesz czuć."


  Maya i Lochan mieszkają pod jednym dachem opiekując się trójką nieletnich dzieci. Żyją skromnie, z tego co matka im da, która swoją drogą prawie cały czas spędza u swojego nowego chłopaka, zupełnie nie interesując się losem dzieci. Bohaterzy ledwo nadążają z opieką, bo w gruncie rzeczy sami są nastolatkami uczącymi się w liceum. Robiąc tak właściwie za rodziców, zbliżają się do siebie nieco bardziej. Są prawie w tym samym wieku, więc mają tylko siebie do zwierzania się z problemów szkolnych jak i domowych, osobistych. Problem polega na tym, że Maya i Lochan są rodzeństwem..

  Pokochałam bohaterów, współczułam im jednocześnie kibicując i przeklinając los jaki ich spotkał. Oni tak naprawdę rodzeństwem byli formalnie, bo w rzeczywistości byli opiekunami młodszych dzieci. Nie jest łatwo być rodzicem nastolatka i dwójki dzieciaków, kiedy tak naprawdę samemu jest się nastolatkiem. Kiedy na głowie powinni mieć tylko szkołę. Kiedy powinni się cieszyć latami beztroski, zabawy i spotkań z przyjaciółmi. Tymczasem im zostało to odebrane. Nie znali życia po za zajmowaniem się domem, więc nic dziwnego że z czasem zaczęli czuć w sobie oparcie i zaufanie.


"Nie posłucham tej tykającej bomby w mojej głowie, nie będę myśleć o przyszłości, o tej wielkiej ciemnej dziurze, w której żadne z nas nie umie egzystować, ani razem, ani osobno..."


  Tabitha Suzuma postawiła na bardzo trudny temat. Bo powiedzmy sobie szczerze - ile książek jest o związku kazirodczym? Ja nie czytałam żadnej. Początkowo bałam się tego co dostanę, czy autorka nie przesadzi, czy zwyczajnie książka mnie nie obrzydzi, bo nie myśli się na codzień o miłości rodzeństwa. Jednak jak już zaczęłam czytać, tak nie mogłam przestać. Ani razu nie poczułam niesmaku, nie krzywiłam się przy zbliżeniach i nie myślałam tak właściwie o tym, że to brat z siostrą.

  Brak mi słów by opisać co ta książka ze mną zrobiła. Po przeczytaniu potrzebowałam wiele dni, by móc cokolwiek o niej napisać, a i tak przychodzi mi to z trudem. Nie zdołam chyba opisać tego co bym chciała, bo "To, co zakazane" rozwaliło mnie emocjonalnie, zostawiając w sercu pustkę. Co zresztą widać po ocenie, bo nie pamiętam już kiedy oceniłam jakąś powieść na maksimum punktów. Wycisnęła ze mnie tonę łez za co jej nienawidzę, a jednocześnie kocham i z pewnością jeszcze nie raz do niej wrócę.



  "To, co zakazane" to jedna z tych książek, o której lepiej dużo nie pisać, tylko spróbować przekonać innych do przeczytania jej. Autorka napisała przepiękną, tragiczną i niedozwoloną książkę. Poradziła sobie znakomicie, bo zadanie jakie sobie wyznaczyła było przeraźliwie trudne. A jednak udało jej się stworzyć wyśmienitą i dopracowaną książkę.

  Chciałabym wspomnieć na koniec o okładce. Choć nasza bardzo mi się podoba, to żal mi że wydawnictwo nie zostawiło oryginalnej, minimalistycznej i pięknej. Uważam, że oryginał bardziej oddaje to co w środku zawarte i moim zdaniem swoją prostotą bardziej przyciąga wzrok. Jestem niemal pewna, że odniosła by większy sukces. Niestety, ale została nie zauważona pośród miliona innych tytułów, a szkoda, bo zasługuje na rozgłos.

  Mam nadzieję, że dacie się namówić na jej przeczytanie, bo gwarantuję wielki, emocjonalny rollercoaster. A ja w tym momencie pragnę wydanie pozostałych książek autorki. Wydawnictwo Młodzieżówka błagam o nie!!






3 lutego 2020

"Problemy nie potrzebują mapy. Podążą za tobą wszędzie." - "Walcząc z cieniami" #2 - Aly Martinez


Tytuł: Walcząc z cieniami
Tytuł oryginalny: Fighting Shadows
Autor: Aly Martinez
Cykl: On the Ropes (tom 2)
Wydawnictwo: NieZwykłe
Tłumaczenie: Anna Kuksinowicz
Data wydania: 3 lipca 2019
Liczba stron: 306
Moja ocena: 8/10
Opis wydawcy
Pochodzę z rodziny wojowników. Od zawsze myślałem, że podążę za ich cieniami, stając się niepowstrzymany na ringu. Zmieniło się to w dniu, kiedy uratowałem życie kobiecie, którą kochałem, ale której nigdy nie mógłbym mieć.

Brat okrzyknął mnie bohaterem, a moją nagrodą stał się wózek.
Kiedy zostałem sparaliżowany, moje życie zamieniło się w koszmar.
Dopóki nie spotkałem jej.

Ash Mabie miała zapierający dech w piersiach uśmiech, który poskramiał moją wściekłość i żal. Pokazała mi, że nawet w najciemniejsze noce istnieją gwiazdy, chociaż czasami trzeba było leżeć w chwastach, żeby je zobaczyć.

Byłem zgorzkniałym dupkiem, który zakochał się w dziewczynie skłonnej do uciekania. Nie mogłem nawet chodzić, ale byłem gotowy spędzić całe życie, goniąc za nią.

A teraz prowadzę najcięższą walkę swojego życia i znalazłem się na skraju porażki.
Walczę z cieniami naszej przeszłości.
Walczę o odzyskanie swojej przyszłości.
Walczę dla niej.

http://wydawnictwoniezwykle.pl/produkt/walczac-z-cieniami/


  Pierwszy tom serii "On the Ropes", czyli "Walcząc z ciszą" bardzo mi się podobał, dlatego po zakończeniu, które zostawiło czytelników w niepewności, z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnej części. Części o kolejnym bracie - Flincie. Braci jest trzech, dlatego autorka w każdym tomie skupia się na innym. Najpierw był Till, teraz Flint a ostatni tom będzie historią Quarrego, który również będzie musiał walczyć z przeszłością. Jeśli nie czytaliście poprzedniego tomu, to raczej polecałabym ominięcie tej opinii, w której mogą być zawarte spoilery, bo jednak mimo że każda część opowiada o innym bohaterze, to wszystkie łączy wiele wątków, w związku z czym trzeba czytać tę serię po kolei.



"Problemy nie potrzebują mapy. Podążą za tobą wszędzie."



  Flint chronił kobietę, w której od lat był zakochany. W związku z tym skończył sparaliżowany od pasa w dół. Stał się zgorzkniały, zazdrosny, samotny i zamknięty w sobie. Nie pomaga fakt, że dzień w dzień musi patrzeć na obiekt swoich uczuć, w ramionach innego mężczyzny. Na domiar złego tym mężczyzną jest jego starszy brat. Podejmuje zatem spontaniczną decyzję o wyprowadzce. I choć nie podoba się to jego najbliższym, on sam twierdzi, że tylko w ten sposób zacznie żyć na nowo. Zatem wprowadza się do nowego mieszkania, ale nikomu nie mówi gdzie i dość szybko urywa kontakty z rodziną. Do czasu, aż jego młodszy brat zostaje odebrany przez matkę. W ten sposób poznaje Ash. Wygadaną, pewną siebie, manipulantkę, która w jakiś sposób wydobywa z Flinta uczucia. Chłopaka jednak w pewnym momencie to przerasta i traci kogoś, kto pokochał go ze wszystkimi wadami.

  Ash to marzycielka. Zwariowana, szalona i lekkomyślna nastolatka marząca o nauce. To co dla kogoś może być męką i obowiązkiem, dla niej jest największym celem. Niestety od lat uczona jest czegoś innego, a wręcz zmuszana do okradania innych przez ojca, który jedyne co potrafi to ją karcić i negować. Potem poznaje Flinta i dość szybko zaczyna widzieć w nim kogoś więcej niż przyjaciela. Po raz pierwszy ktoś staje w jej obronie. Dość szybko jednak jej radość i szczęście zostają zmiażdżone. Wybiera więc najłatwiejszą drogę - ucieka. Znika na pełne trzy lata..

  Jeśli chodzi o bohaterów, to na uwagę zdecydowanie zasługuje Ash. Barwna, wygadana, pełna energii i przede wszystkim żywa postać. To dzięki niej ta powieść nie była przesiąknięta tragedią i żalem Flinta. Ash potrafiła każdą przykrość i każdy gniew zamienić w coś zabawnego i radosnego. Niestety jest to również bohaterka dość dziecinna i tak jak w pierwszej połowie mi to nie przeszkadzało, w końcu rzec można, że była "dużym dzieckiem", tak w drugiej, kiedy minęło trzy lata powinna być nieco poważniejsza. To znaczy w sytuacjach tego wymagających, a tak naprawdę wciąż była dzieckiem, które gdy tylko pojawił się problem czy zwątpienie, to chciała uciekać.
  Natomiast jeśli chodzi o Flinta, to w tym przypadku jestem w stanie zrozumieć każde jego zachowanie - może oprócz sytuacji, przez którą Ash uciekła. Mianowicie nie dość, że obdarzył uczuciem kobietę, z którą NIGDY nic go nie połączy, to do tego każdy się nad nim lituję, a sam nie jest w stanie robić wielu rzeczy. To bohater wręcz tragiczny i kibicowałam mu od samego początku.
Warto również wspomnieć o Quinnie, który niezmiennie bawił mnie swoim niewyparzonym językiem. Dlatego równie mocno czekam na jego historię, a zdecydowanie łatwa nie będzie.

  Zauważyłam pewien schemat między pierwszym tomem a drugim, mianowicie podział książki na dwie części. Pierwsza opowiada o początkach bohaterów, a druga jakiś czas później. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale czytając tę książkę w głowie miałam myśl, że już to gdzieś było. Ponadto pierwsza część była zaskakująca, coś się działo, poznawaliśmy bohaterów i czytałam ją jednym tchem. Niestety druga mimo kilku zawirowań, była zbyt przesiąknięta słodką miłością Ash i Flinta, co mi osobiście w pewnym momencie zaczęło przeszkadzać. Bo ile można czytać o tym, że się kochają i ich ekscesach łóżkowych. Brakowało mi dreszczyku emocji, zwrotu akcji i czegoś, przez co ponownie nie mogłabym oderwać się od czytania.



  Moja przygoda z historią Flinta i Ash rozpoczęła się równie szybko, co się skończyła. Czytało mi się tę książkę szybko i niezwykle przyjemnie, mimo że w drugiej części było zbyt słodko jak już pisałam. Stawiam obie części na jednym poziomie i nie mogę doczekać się "Walcząc z samotnością", która przedstawia historię Quarrego.

  Jeśli chodzi o okładkę to niestety jestem na nie. Koleś w ogóle nie jest w moim typie i absolutnie nie pasuje mi do bohatera. Nie wspominając już o milionowej okładce z gołą klatą. Rozumiem jednak, że wydawnictwo zostało przy oryginale.

  Jak wspomniałam na samym początku, uważam że tę serię trzeba czytać od pierwszego tomu, mimo że każdy z nich jest o innym bracie. W tym akurat przypadku wiele wydarzeń się ze sobą łączy, dlatego też kolejność jest wskazana. Jeśli nie czytaliście jeszcze "Walcząc z ciszą" to polecam jak najszybciej to nadrobić.






"On the Ropes":
Tom 1. Walcząc z ciszą
Tom 2. Walcząc z cieniami
Tom 3. Walcząc z samotnością




1 stycznia 2020

Historie kilku osób zawarte w jednym tomie. "Save us" #3 - Mona Kasten


Tytuł: Save us
Tytuł oryginalny: Save us
Autor: Mona Kasten
Cykl: Maxton Hall (tom 3)
Wydawnictwo: Jaguar
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data wydania: 19 czerwca 2019
Liczba stron: 380
Moja ocena: 7/10
Opis wydawcy

Czy mogą ocalić siebie? A może zniszczą się nawzajem?

Ruby jest w szoku: została zawieszona przez Maxton Hall College. A co najgorsze, wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialny za to jest nikt inny, tylko James. Ruby nie może w to uwierzyć - nie po tym, przez co przeszli razem. Oboje muszą się zastanowić, czy światy, w których żyją, nie są dla siebie zbyt odległe...

https://www.empik.com/save-us-kasten-mona,p1225015293,ksiazka-p






  W końcu nadszedł moment na ostatni tom serii "Maxton Hall". Pierwszy i drugi bardzo mi się podobały, mimo że jak wiadomo nie jest to literatura ani wysokich lotów, ani oryginalna też niestety nie jest. Niemniej jednak mi to absolutnie nie przeszkadzało i z przyjemnością śledziłam losy bohaterów. Bo to co z pewnością wyróżnia tę serię, to to, że autorka nie zamknęła się tylko na głównych bohaterach, tylko wplotła historię innych.

  Jeśli chodzi o fabułę, to "Save you", podobnie jak część pierwsza, skończyła się tak, żeby natychmiast chwycić po kontynuację. Już z początku zostałam lekko oszukana, bo dostałam dosłownie to samo co na początku tomu drugiego. Czyli - James znów coś zrobił, przez co Ruby jest załamana i początkowo ucieka, nie chcąc wyjaśnień. Na szczęście jednak, dość szybko poszła po rozum do głowy by jednak dać mu szansę na wytłumaczenie. Czyli można przyjąć, że wykazała się większą dojrzałością niż wcześniej. Jednak mnie nie podobało się powtórzenie, że znowu coś stało się właściwie przez Jamesa. To on został przedstawiony w gorszym świetle, a Ruby jako kochana, pomocna, empatyczna itd. bohaterka. Praktycznie bez wad.

  Był taki moment, w którym dość mocno zaczęłam się nudzić. Mianowicie ja oczekuję od książki emocji, akcji i dramaturgii. "Save us" przez sporą część książki była słodką opowiastką zakochanej pary. Co oczywiście rozumiem, bo bohaterzy nie mogą ciągle mieć rzucanych kłód pod nogi, bo wyszedłby komizm zamiast realizmu. Jednak tej słodkości i nudy było zdecydowanie za dużo. A to tylko po to, by na sam już koniec rzucić bombą i nie wiadomo kiedy zakończyć wszystkie rozterki.

  Jak napisałam na początku, serię tę wyróżnia przede wszystkim sposób narracji, który prowadzony jest nie tylko przez dwójkę głównych bohaterów, ale także przez Emery, Wrena, Lydię, Grahama a nawet Allistera. Bardzo mi się podobało przełamanie schematu i pokazanie z pierwszej ręki rozterek innych - nie mniej ważnych - bohaterów. Każda z tych historii była interesująca i z przyjemnością je śledziłam. Tym razem jednak to nie Lydia mnie przyciągnęła bardziej (jak w drugim tomie) a Emery i Wren. Podtrzymuję też moje zdanie, że niestety ale to nie Ruby i James, czyli dwójka głównych bohaterów, zdobyli moje serce. To właśnie poboczne wątki śledziłam z większym zainteresowaniem.

  Przechodząc do podsumowania, by nie rozpisywać się aż za bardzo, chcę powiedzieć, że choć seria "Maxton Hall" nie była tak dobra jak "Again", to z całą pewnością czytało się przyjemnie i z zaciekawieniem. Moim zdaniem "Maxton Hall" jest zbyt młodzieżowa - przynajmniej dla mnie, dlatego bez przeszkód mogą ją czytać nieco młodsi czytelnicy. Ja poczułam się nieco "za staro" na tę historię. Nie zmienia to faktu, że ciesze się z przeczytania jej i mam do niej spory sentyment. Na chwilę relaksu, dla odprężenia i jeśli chcecie czegoś łatwego, bez wyszukanych problemów i dramatów, jak najbardziej polecam.




"Maxton Hall":
Tom 1. Save Me
Tom 2. Save You
Tom 3. Save Us




13 października 2019

"Nie można rozerwać na pół serca, duszy czy ciała." - "Gdy zapada cisza" - Marni Mann


Tytuł: Gdy zapada cisza
Tytuł oryginalny: When Ashes Fall
Autor: Marni Mann
Cykl: -
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Data premiery: 18 września 2019
Liczba stron: 335
Moja ocena: 8/10
Opis wydawcy
Mawia się, że w tym samym czasie nie można kochać dwóch różnych mężczyzn.
Nie można rozerwać na pół serca, duszy czy ciała.
Jednak jestem tu po to, by ci powiedzieć, że to możliwe.
Dylan Cole jest jak lód, ostry i nieprzewidywalny, jak błyskawica w czasie sztormu.
Smith Reid jest ciepły, delikatny i czuły. Idealny niczym słoneczny dzień.
Obaj należą do mnie.
Jednak mogę mieć tylko jednego z nich.
Każdy ma własną wersję historii. 
Opowiem wam moją.
Ale jeśli sądzicie, że będę opowiadać o zdradzie, to bardzo się mylicie.

http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/416




  Gdy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, od razu mnie zaintrygowała. Jednak nie będę ukrywać, że z pewnością szybko bym po nią nie sięgnęła. Głównie ze względu na opis i to, że od trójkątów miłosnych staram się trzymać z daleka, chociaż oczywiście zdarza się, że sięgam również po takie, ale naprawdę rzadko. Niespodziewanie jednak, bez zapowiedzi, wydawnictwo przesłało mi tę książkę, zatem jako że już u mnie była, postanowiłam się za nią zabrać. Na szczęście! Bo to wcale nie jest opowieść o trójkącie miłosnym. To głęboka, bolesna i poruszająca historia.

  Alix żyje przeszłością, bólem i samotnością. Pracując jako operator w centrum powiadamiania ratunkowego, na każdej zmianie odbiera setki telefonów od osób, którzy potrzebują pomocy. Każde odebranie telefonu to dla niej przeżycie bólu i strach. Pewnego razu idąc ulicą natyka się na scenę, obok której nie potrafi przejść obojętnie. Widząc dwóch mężczyzn, gdzie jeden z nich przedawkował, postanawia pomóc. Właśnie wtedy poznaje Smitha, z którym zaczyna się spotykać. Jednak jej serce jest zajęte przez Dylana. Każdy z nich ma swoje burze. Każdy z nich czeka na słoneczny dzień.

  Muszę wspomnieć, że nie zaskoczyła mnie ta historia pod względem Dylana, bo choć autorka do ostatnich stron starała się ukrywać prawdę, to niestety po setkach podobnych historii, nie było mi trudno się domyśleć o co z nim chodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak, bo "Gdy zapada cisza" zdobyła moje serce całością.

  Jak wspomniałam na początku - nie jest to książka ze zdradą w tle, nie ma w niej trójkąta miłosnego i  zdecydowanie nie jest oczywistą historią. Niektóre książki wpływają na nas dość emocjonalne, dlatego dość ciężko o nich cokolwiek napisać a to właśnie jedna z takich książek. Pełna bólu, smutku,  ale także nadziei i przepięknej sile przyjaźni.

  "Gdy zapada cisza" to powieść, która choć rozdzierająca serce, to czyta się ją błyskawicznie i spokojnie można ją skończyć w dwie, trzy godziny. A to za sprawą braku zapychaczy stron, krótkich zdań i prostego języka. Narratorami pierwszoosobowymi są oczywiście Alix i Smith, a dodatkowo autorka do głosu dopuściła również Dylana, który skupia się na wydarzeniach z przeszłości.




  Nie chcę się rozpisywać na temat tej książki, bo nie chcę odbierać wam przyjemności z czytania. Zaufajcie mi na słowo i sami się przekonajcie o czym pisze. Jedne co mi w niej przeszkadza, to zbyt mało stron. Naprawdę chciałabym tej historii więcej. Polecam w 100%! Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni.

  Chciałabym też na koniec wspomnieć o okładce, która mnie osobiście bardzo się podoba. Mimo iż jestem lekko znudzona twarzami na okładkach, to w tym przypadku nie widzę innej oprawy graficznej. Idealnie zgrana z treścią i po prostu piękna.

4 października 2019

Kłamstwo i tajemnice zawsze wyjdą na jaw. - "Milioner i bogini" - Penelope Ward i Vi Keeland


Tytuł: Milioner i bogini
Tytuł oryginalny: Mister Moneybags
Autor: Vi Keeland i Penelope Ward
Cykl: -
Wydawnictwo: Editio
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 16 styczeń 2019
Liczba stron: 280
Moja ocena: 6,5/10
Opis wydawcy
Choć Bianca George i Dex Truitt po raz pierwszy spotkali się w zepsutej windzie, ich historia zaczęła się wiele lat wcześniej. Tylko wtedy jeszcze nie zdawali sobie z tego sprawy. Bianca śpieszyła się na ważny wywiad, który miała przeprowadzić z właścicielem finansowego imperium, biznesmenem Dexterem Truittem, a Dex... Cóż, właśnie wracał do pracy po siłowni.

Dex od razu zrozumiał, że przypadek zetknął go z absolutnie wyjątkową kobietą. Była śliczna, odważna i pełna ognistego temperamentu, a dodatkowo doskonale wiedziała, czego chce. Przy okazji zdradziła mu, że nie znosi ludzi pokroju Dextera Truitta - zbyt bogatych i snobistycznych, a przy tym bezwzględnych i zapatrzonych tylko w siebie. Mężczyzna co prawda miał inną opinię na swój temat, ale nie chciał ryzykować konfrontacji w windzie: przedstawił się jako Jay i skłamał, że jest kurierem.

Bianca zaczęła się z nim umawiać. Chłopak spodobał się jej jak nikt dotąd. Zaiskrzyło od razu. W tym samym czasie Dexter udzielił jej drogą mailową obiecanego wywiadu, jednak potem nie zerwał kontaktu.

Magnetyczny urok, inteligencja i poczucie humoru Truitta sprawiły, że Bianca nie mogła przestać o nim myśleć. Tymczasem Jay zakochał się w Biance i Dexter zakochał się w Biance, a ona pokochała ich obu. Jednak to nie mogło trwać wiecznie. Nieuchronnie zbliżała się katastrofa. Kiedy prawda wyjdzie na jaw, Dex na pewno straci tę śliczną dziewczynę...

Gdy nie możesz wybrać jednego... pokochaj obu!

https://editio.pl/ksiazki/milioner-i-bogini-vi-keeland-penelope-ward,milbog.htm#format/d



  Jak to zwykle bywa z książkami autorek, jak tylko zobaczę je w zapowiedziach, wiem że dość szybko po nie sięgnę. Zwyczajnie bardzo lubię zarówno je w duecie, jak i ich samodzielne powieści. "Milioner i bogini" głównie zaintrygowała mnie kłamstwem bohatera względem jego tożsamości. Byłam bardzo ciekawa jak autorki z tego kłamstwa wybrną. Mam niestety mały problem z tą książką, bo z jednej strony naprawdę była fajna, ale z drugiej czytałam ją aż tydzień, głównie przez to, że ciężko było mi się z nią zżyć.


"Przeżyte przez nas chwile strachu tylko nas wzmocniły. Nic nie pozwala docenić drugiego człowieka bardziej niż widmo jego utraty."


  Kiedy Bianca spieszy się na wywiad z milionerem Dexem Truittem, niespodziewanie psuje się winda, w której się aktualnie znajduje. Wylewa swoje żale myśląc, że jest sama. Wtem za nią, w ciemności odzywa się seksowny głos Dexa. Dziewczyna nie zbyt miło wyraża się o osobie z którą ma wywiad, dlatego też mężczyzna zafascynowany nią, postanawia przedstawić się jako kurier i nie zdradzać kim naprawdę jest. Z prostego powodu - jako on we własnej osobie, na starcie jest spalony u Bianci, czego oczywiście nie chce, bo ma nadzieję na coś więcej. Jedno kłamstwo prowadzi do drugiego i w taki sposób Dex zaczyna w kłamstwach tonąć. Co gorsze, plącze w głowie dziewczyny nie tylko jako wymyślona postać - Jay, ale także koresponduje z nią jako prawdziwy on. Innymi słowy flirtuje z nią w dwóch osobach. Bianca natomiast jest zafascynowana nimi oboma. To jednak nie koniec niespodzianek, bo Bianca skrywa tajemnicę dlaczego tak naprawdę pragnęła wywiadu z Dexem.

  Autorki w tej książce połączyły wszystko tak bardzo, że to aż nieprawdopodobne. To znaczy, da się jakoś to racjonalnie wyjaśnić, jednak dla mnie do przesady było zbyt dużo zbiegów okoliczności, przez co nie do końca dałam się wciągnąć w tę historię. Stawiam na realność i wolę gdy w książce jest mniej dramatów, niż ciągle coś się dzieje, ale kosztem sztucznych i przesadzonych sytuacji.

  Nie tylko to jednak było sztuczne, bo tak samo odbieram wielką miłość bohaterów. Już nie wspomnę jak Bianca szybko przebaczyła Dexowi tak okrutne kłamstwo, bo przecież coś do niego czuła. Ja się tylko pytam na jakiej podstawie poczuła do niego tak wielkie uczucie? Po kilku rozmowach na komunikatorze, gdzie nawet nie wiedziała jak wygląda? Czy może po tych dwóch, czy trzech spotkaniach z nim jako Jayem? Aż tu nagle nie wiadomo skąd pojawiły się wyznania miłości i zapewnienia o przyszłości. Dlaczego zawsze w książkach milioner, który kobiet miał na pęczki, który - a jakżeby inaczej - nigdy nie był w związku, po jednej rozmowie wręcz zakochuje się na zabój i jest w stanie zmienić życie dla bohaterki? Przecież to aż śmieszne i szczerze? Dla mnie ten schemat zrobił się nudny.

  Plusem natomiast jest narracja pierwszoosobowa naprzemienna, która najbardziej mi odpowiada. Szczególnie w przypadku tego tytułu inaczej być nie mogło, w końcu Dex "grał" dwie różne osoby. Kolejnym plusem jest brak scen seksu. Zdziwieni? Ja też byłam, bo nastawiłam się na erotyk pełną parą. A tu proszę, w książce występuje JEDNA scena seksu i to w ostatnich rozdziałach. Oczywiście są sprośne słówka, jakieś igraszki, ale przynajmniej erotyka nie wylewa się ze wszystkich stron. Dla mnie to pozytywne zaskoczenie, szczególnie że autorki nie szczędzą tych scen w swoich innych książkach.



  Jak napisałam na samym początku - choć książka była fajna, to nie potrafiłam się z nią zżyć. Bohaterzy właściwie byli dla mnie neutralni, nie kibicowałam im jakoś bardzo i nie przeżywałam z nimi rozterek. Nawet dramą na końcu nie przejęłam się szczególnie, bo po pierwsze, zero zaskoczenia w rozwiązaniu, po drugie - było to dla mnie wplątanie czegoś nierealnego, byle tylko zrobić w książce wielkie bum, co się niezbyt udało.

  Pomimo tego, "Milioner i bogini" nie jest złą książką. Ja ją męczyłam, to fakt, ale gdybym przysiadła do niej i postanowiła ją skończyć, to zrobiłabym to w jeden wieczór, bo naprawdę szybko się czyta.

  Niestety według mnie to najsłabsza książka w duecie tych autorek, którą czytałam. Zauważyłam, że autorki w każdej swojej powieści miłość bohaterów robią z niczego i przestaje mi się to podobać. Liczę na to, że następnym razem, przy kolejnym tytule, będę bardziej zadowolona.










13 września 2019

Bardzo dobra i dojrzalsza kontynuacja serii. - "Save you" #2 - Mona Kasten


Tytuł: Save you
Tytuł oryginalny: Save you
Autor: Mona Kasten
Cykl: Maxton Hall (tom 2)
Wydawnictwo: Jaguar
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data wydania: 10 kwietnia 2019
Liczba stron: 400
Moja ocena: 8/10
Opis wydawcy:

Nikogo dotąd nie obdarzyła takim uczuciem.

I nikt dotąd tak boleśnie jej nie zranił.

Ruby najbardziej chciałaby wrócić do dawnego życia, do czasu, gdy w elitarnym Maxton Hall nikt jej nie znał. Nie może jednak zapomnieć o Jamesie. Szczególnie że chłopak robi wszystko, co w jego mocy, by ją odzyskać.

Kiedy rodzina Jamesa przeżywa trudne chwile, dziewczyna pojmuje, że ich miłość od początku nie miała szans. Bo zamiast szukać u niej wsparcia, James łamie jej serce.

Ruby postanawia skupić się na wymarzonych studiach w Oksfordzie, jednak James nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć. Nie chodzi tylko o wspomnienia wspólnych chwil, które powracają, gdy Ruby najmniej się tego spodziewa. James wie, że zachował się niewybaczalnie, teraz stara się wszystko naprawić. Pytanie tylko, czy dziewczyna zdobędzie się na odwagę, by jeszcze raz podjąć ryzyko...

https://wydawnictwo-jaguar.pl/books/save-you-tom-ii/



  Pierwszy tom powyższej serii, czyli "Save me" bardzo mi się podobał. Jak pisałam w opinii, obawiałam się lekko tej książki głównie przez to, że bohater wywodził się z bardzo zamożnej rodziny. Autorce jednak udało się sprostać zadaniu a pierwsze wyobrażenie o James'ie jako o aroganckim i władczym kolesiu, okazało się mylne, na szczęście. Zakończenie było zaskakujące i zmuszające do natychmiastowego sięgnięcia po kontynuację, co oczywiście zrobiłam.



"W tej chwili nie mogę zatracić się w rozważaniu o niepewnej przyszłości. Muszę żyć dzień po dniu, bo jeżeli od rana do nocy będę się zamartwiała, nie wyniknie z tego nic dobrego."



  James skrzywdził Ruby do tego stopnia, że dziewczyna choć załamana, znajduje w sobie siłę do zaczęcia wszystkiego od nowa. Bez James'a. Nie jest to łatwe biorąc pod uwagę, że dziewczyna zdążyła się już przyzwyczaić do przyjaciela, a nawet się w nim zakochać. James tym czasem wraz z Lydią przeżywają trudne chwilę i choć to Lydia mierzy się z większymi problemami, jednak to James się załamuje i zatraca w używkach. Czy bohaterzy poradzą sobie z samotnością, zdradą i zdołają zacząć wszystko od nowa?

  Muszę przyznać, że choć akcja pędzi, to przez pierwszą połowę książki czekałam na jakiś przełom odnoście Ruby i James'a. Rozumiałam Ruby, jej zawód i ból po tym co James zrobił, ale denerwowała mnie lekko jej zawziętość. W tym sensie, że nie dawała chłopakowi dojść do słowa, nie pozwalała mu na wytłumaczenie i trwała w swoim przekonaniu. Powtarzam - rozumiem to, ale rozmowa jest na tyle ważna, szczególnie jeśli chce się "iść dalej" z życiem, że w pewnym momencie miałam ochotę wykrzyczeć żeby choć przez chwilę go wysłuchała. Na szczęście gdzieś po połowie książki jakby mnie usłyszała i w końcu to zrobiła. Od tego momentu znowu zaczęło się więcej dziać i nie odłożyłam już książki do zakończenia.

  Podobnie jak w pierwszej części, znowu do głosu została dopuszczona zarówno Ruby jak i James. Ale nie tylko oni, bo Ember (siostra Ruby) oraz Lydia (siostra James'a) również mają szansę głosu na odrobinę ich historii, co o dziwo mi się podobało. Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na rozdziały Lydii, bo to bohaterka którą polubiłam chyba najbardziej. Zwykle nie przepadam kiedy więcej postaci niż dwójka głównych jest dodanych do narracji, ale w tym przypadku cieszę się, że tak się stało. Zdecydowanie dużo bardziej książka jest rozbudowana i przede wszystkim nie skupiona tylko na romansie Ruby i James'a.

  W porównaniu do "Save me", w tym tomie jest dużo poważniej, dojrzalej, a problemy nie są wyolbrzymione. Wręcz przeciwnie, problemy dotykające bohaterów są na tyle ważne i trudne, że wraz z nimi starałam się je rozwiązać. Nie chciałabym zdradzać o co dokładnie chodzi, bo jeśli jesteście jeszcze przed pierwszym tomem, to nieźle bym zaspoilwała, czego chcę uniknąć. Wierzcie mi na słowo, że to nie jest kolejna książka z dramą typu "jest dla mnie za dobra", albo "co on we mnie widzi". Zdecydowanie tego tu nie znajdziecie.

  Najbardziej cieszy mnie, że autorce udało się utrzymać poziom i drugi tom serii okazał się naprawdę dobrą i zaskakującą kontynuacją. Jak wszyscy wiemy, zwykle z tymi drugimi częściami jest problem, bo często zdarza się tak, że jest o niczym a bohaterzy spijają sobie słodycz z ust. Mona Kasten na szczęście miała określony plan na ten tom, któremu zdecydowanie sprostała. I choć jak pisałam wcześniej - czekałam na jakiś przełom odnoście Ruby i James'a, ale autorka wynagrodziła mi to bohaterami drugoplanowymi.

  Naprawdę jestem zaskoczona i zadowolona z tego co dostałam. Może nie jest to książka idealna, bez wad, ale czyta się niezwykle przyjemnie. Nie ma głupoty i naiwności bohaterów i jak wspominałam wyżej, jest poważniejsza. Bardzo polecam zapoznanie się z tą serią, szczególnie jeśli "Begin Again" wam się spodobała. Myślę, że i ta wywrze na was pozytywne wrażenie tak samo jak na mnie.



"Maxton Hall":
Tom 1. Save me
Tom 2. Save you
Tom 3. Save us



31 sierpnia 2019

Gracz hokeja i studentka pierwszego roku. - "Błąd" #2 - Elle Kennedy


Tytuł: Błąd
Tytuł oryginalny: The Mistake
Autor: Elle Kennedy
Cykl: Off-Campus (tom 2)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Anna Mackiewicz
Data premiery: 4 lipca 2016
Liczba stron: 375
Moja ocena: 8/10
Opis wydawcy
..on lubi zdobywać nie tylko bramki...
John Logan może mieć każdą dziewczynę. Dla gwiazdy hokejowej ligi uniwersyteckiej życie to nieustająca zabawa i szybkie numerki, ale za zabójczym uśmiechem i luzackim wdziękiem kryje się przybierający na sile strach przed nieuchronną przyszłością bez perspektyw, która czeka go po ukończeniu studiów. Spotkanie z seksowną Grace Ivers, studentką pierwszego roku, jest odskocznią, której właśnie tak bardzo potrzebuje... Jednak gdy po bezmyślnym błędzie ona znika z jego horyzontu, Logan postanawia udowodnić, że zasługuje na drugą szansę.

...ale dla niej będzie musiał wejść na wyższy poziom gry...
Po kiepskim pierwszym roku studiów Grace Ivers wraca na uniwerek w Briar starsza, mądrzejsza, a do tego wybiła sobie z głowy aroganckiego hokeistę, któremu niemal oddała dziewictwo. Nie jest już tą naiwną i prostolinijną dziewczyną, która dawała się wodzić za nos, gdy spotkali się po raz pierwszy. Jeśli John Logan myśli, że ona znów będzie na każde jego skinienie jak wszystkie znane mu fanki hokeja, to jest w błędzie. Chce ją odzyskać? Musi się więc mocno postarać. W tej rozgrywce to Grace dyktuje warunki... i ma zamiar dać Loganowi porządny wycisk.

https://sklep.zysk.com.pl/blad.html


  "Układ" Elle Kennedy, czyli tom pierwszy serii "Off-Campus" podobał mi się tak bardzo, że miałam pewność, iż kolejna część również przypadnie mi do gustu. Całą serię na półce mam już jakiś czas, ale dopiero niedawno zabrałam się za kontynuację. Tym razem autorka na pierwszy plan wysunęła Logana - przyjaciela Garreta z "Układu", oraz nową bohaterkę - Grace. I muszę przyznać, że chyba nie umiałabym wybrać, która historia podobała mi się bardziej, bo obie mają w sobie coś, co mnie porwało.


"Przede wszystkim - być pewnym siebie. Po drugie- być spontanicznym. Po trzecie- jedyna opinia, która ma znaczenie to twoja własna."


  Logan ma poważny problem - jest zakochany w dziewczynie swojego najlepszego przyjaciela. Chcąc wybić sobie ukochaną z głowy, prawie na każdej imprezie sypia z przypadkowymi dziewczynami. Pewnego razu idąc do kumpla, myli pokoje i w ten sposób wpada na uroczą Grace. Początkowo prosi ją jedynie o użyczenie komórki w celu zadzwonienia po taksówkę, ale gdy wszystkie są zajęte, postanawia poczekać u obcej dziewczyny. Szybko łapią wspólny język jak okazuje się, że Grace ogląda "Zabójczą broń", którą lubi również Logan. Tak zaczyna się ich przyjaźń.. Do czasu aż dziewczyna prawie nie oddaje mu swojego dziewictwa. Wtedy wszystko się zmienia a ich drogi na kilka miesięcy się rozchodzą.

  Od razu muszę zaznaczyć, że mimo wielkiej sympatii do tej historii i bohaterów, przeszkadzała mi ich natychmiastowa bliska relacja, szczególnie biorąc pod uwagę niedoświadczenie Grace. Bo o ile dla Logana igraszki to chleb powszedni, tak Grace wydawać by się mogło to ułożona studentka z zasadami, a jednak już na pierwszym spotkaniu pozwala Loganowi na małe co nieco. Niestety w książkach bardzo często tak się dzieje i powoli zaczyna mi to przeszkadzać. Wolę jednak gdy bohaterzy się poznają i po czasie do czegoś dochodzi. Po za tym zastrzeżeń nie mam.


"..nie trać czasu na analizowanie głupich czynów głupich ludzi."


  Tak jak powyższa sytuacja mi przeszkadzała, tak bardzo podobało mi się podejście Grace do wybaczenia Loganowi. No może nieco przesadziła z "listą zadań", ale chodzi mi głównie o fakt, że po jednym "przepraszam" nie wpadła mu zakochana po uszy w ramiona. Cieszę się, że autorka postanowiła stworzyć bohaterkę stanowczą w tym temacie i że nie dostałam kolejnej głupiutkiej bohaterki, która leci do faceta na skinienie palcem.

  W całej tej otoczce życia studenckiego, autorce udało się przemycić bardzo ważne tematy. Po pierwsze - wybaczanie. I nie chodzi tu o sytuację głównych bohaterów, a wybaczenie przyjaciółce. Szczerze mówiąc nie wiem jak ja bym się zachowała, gdyby to mnie przyjaciółka tak zdradziła (i w sumie to nie chce wiedzieć). Elle Kennedy podeszła do sprawy racjonalnie i bardzo podobało mi się podejście Grace. Po drugie - problem z alkoholem rodzica. Tu również udało jej się poważnie do tego podejść i wytłumaczyć. Plus to jak wykreowała Logana. Z pozoru pewnego siebie i szczęśliwego chłopaka, a tak naprawdę ukrywa dużo więcej niż się wydaje. A żeby to zrozumieć, trzeba się zagłębić w życie, które ukrywa. Jak widać autorka pisząc książkę z humorem, wie jak zrównoważyć ją z poważnymi tematami.


"Traktuję go tak, jakbym sam chciał być traktowany, gdybym znalazł się na jego miejscu. Z cierpliwością i wsparciem, nawet jeśli na to nie zasługuje."



  Dzięki narracji pierwszoosobowej naprzemiennej mamy możliwość "wejść" do głowy zarówno Grace jak i Loganowi, dzięki czemu można zrozumieć ich zachowanie, a dodatkowo lepiej ich poznać.

  Ja z lektury jestem bardzo zadowolona i z pewnością kiedyś do niej wrócę. A niedługo zabiorę się za kolejny tom, by tym razem towarzyszyć w historii Deana i Allie.

  Jeśli chodzi o okładkę, to - ciężko mi uwierzyć, że to piszę, biorąc pod uwagę przesyt okładek z gołymi klatami - mnie podoba się bardziej oryginał. Natomiast jak najbardziej rozumiem wydawnictwo, które już w pierwszym tomie postawiło na parę, w związku z czym każda okładka z serii jest zmieniona. Nie mówię, że nasza mi się nie podoba, ale bardziej zwróciłabym uwagę na oryginał.

  Jak najbardziej polecam jeśli lubicie książki z humorem, dziejące się na studiach, gdzie przyjaźń znaczy więcej niż się wydaje.




"-Eee... - Grace rumieni się nieznacznie. - Dzisiaj zamknięte. Przyjechała ciotka w czerwonym mercedesie."



"Off-Campus":
Tom 1. Układ
Tom 2. Błąd
Tom 3. Podbój
Tom 4. Cel





22 sierpnia 2019

Od nienawiści do miłości, tatuaże i książka którą kocham od lat - "Buntownik" #1- Jay Crownover


Tytuł: Buntownik
Tytuł oryginalny: Rule
Autor: Jay Crownover
Cykl: Naznaczeni mężczyźni (tom 1)
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data wydania: 18 marca 2014
Liczba stron: 334
Moja ocena: 9/10
Opis wydawcy
Bad boy, który wciąż obwinia się o śmierć brata.

Zakochana w nim grzeczna dziewczyna, która wciąż zmaga się ze skrywaną bolesną tajemnicą…

Trzy lata temu dziewiętnastoletni Remy Archer zginął w wypadku. Od tego dnia Rule, jego brat bliźniak, czuje się winny. Gdyby tylko nie zadzwonił wtedy do Remy’ego… Remy był jego drugą połową, jego jasnym, lepszym odbiciem. Był doskonały. Kochali go wszyscy – rodzice, którzy zawsze żałowali, że Rule nie jest taki jak Remy. I kochała go jego dziewczyna – Shaw.

Remy nie żyje, lecz Shaw jest nadal częścią rodziny Archerów, która ofiarowała jej bezwarunkową miłość, jakiej nigdy nie zaznała od własnych rodziców. Ta piękna, dobra dziewczyna jest im bliższa niż Rule, wieczny buntownik z tatuażami. Śmierć Remy’ego zdruzgotała ich i jeszcze bardziej oddaliła od Rule’a, lecz Shaw jest zdecydowana połączyć tę rodzinę na nowo. Dla nich i dla siebie. Bo tylko ona wie, że zawsze kochała tylko Rule’a. I tylko ona zna sekret, który wreszcie musi wyjawić…

http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/beletrystyka/literatura-obyczajowa/buntownik,p1555


  Dopadł mnie mały czytelniczy kryzys. Czytając pewną książkę w oryginalne, a dokładniej mówiąc "Scorched" J. Lynn (to drugi tom "Frigid"), porzuciłam ją po połowie. I wcale nie dlatego, że była tak zła. Wręcz przeciwnie - to prosta, przyjemna i szybka historia, ale za nic w świecie nie dałam rady się w nią wciągnąć. Myślę, że może problem tkwił w języku i zwyczajnie na tamten moment wolałam coś w ojczystym języku. Dlatego też zrobiłam coś co mi się nie zdarza - nie dość, że porzuciłam fajną książkę, to zabrałam się za coś, co już czytałam. Stwierdziłam, że chcę przeczytać powieść, którą lubię, co do której mam pewność zadowolenia z lektury, no i nie ukrywam, że miałam ochotę na jakiegoś drania. Szybko zatem zabrałam się za "Buntownika" i chyba pomogło. Chyba kryzys został zażegnany. Co więcej, na moim blogu, opinia "Buntownika" aż do tej pory wisiała. Dodana dokładnie 2 stycznia 2015 roku. Cóż, musiała wylądować w śmietniku, szczególnie że zawierała ze dwa akapity, bo to był mój początek z blogowaniem. Zdecydowałam zatem, że tym razem napiszę ją lepiej, szczególnie że mam do powiedzenia trochę więcej.
 A co do "Scorched", to mam zamiar kiedyś ją skończyć, ale wolałabym po polsku, więc kto wie, może jeszcze doczekam się jej wydania.


"... on był światłem w mojej ciemności, miękkością w mojej twardości, radością w gniewie i doskonałością przy moim nieudacznictwie..."


  Shaw od lat jest zakochana w Rule'u - bratu bliźniaku swojego najlepszego przyjaciela - Remy'ego. Rule i Remy choć bliźniacy, to całkiem inni. Ten pierwszy jest zbuntowany, pyskaty, samowystarczalny, a do tego posiada mnóstwo tatuaży i piercing. No i kompletnie nie zwraca uwagi na Shaw. Remy natomiast to ułożony, kulturalny i uczuciowy chłopak. Kochający Shaw do tego stopnia, że postanowił wprowadzić ją do swojej rodziny. Tylko że Remy kocha Shaw tylko i wyłącznie jak przyjaciółkę.
  Kiedy Remy ginie w wypadku, rodzina się rozpada. Starszy brat bliźniaków zaciąga się do wojska. Rule tłumi uczucia i emocje w alkoholu, seksie i tatuowaniu - w którym tak na marginesie jest niezwykle utalentowany. Matka chłopców obwinia za wszystko Rule'a, dlatego rodzina ledwo się trzyma. Shaw natomiast jest jedyną, która tę rodzinę stara się na nowo połączyć. Gdyby nie ta dziewczyna, już dawno kontakty między matką a synem zostałyby urwane. Dla Shaw to tak naprawdę jedyna prawdziwa rodzina jaką ma, bo jej własna ją tylko krzywdziła i krzywdzi nadal. Dlatego w swoje dwudzieste urodziny postanawia zrobić coś dla siebie, wykorzystując przy tym wybranka jej serca - Rule'a.

  "Buntownik" to tak prosta i schematyczna książka, że z miejsca mogłabym wymieniać dziesiątki dużo lepszych. A jednak mam do niej ogromny sentyment, kocham ją całym sercem i z pewnością jeszcze nie raz ją przeczytam. Czy chodzi o to, że to była jedna z pierwszych książek z tego gatunku, którą przeczytałam i polubiłam? Lub że dzięki niej, zaczęła się moja przygoda z nałogowym czytaniem (w sensie, większą ilością niż do tamtej pory udawało mi się czytać)? Nie wiem. Wiem natomiast, że choć minęły 4 lata, ja dalej jestem nią zauroczona i będę ją polecać każdemu.


"(...)przeciwieństwa nie tylko się przyciągają. Płoną żywym ogniem i spopielają całe miasta."


  Shaw to bohaterka, której nie da się nie lubić. Mimo że niewinna i niedoświadczona, to tak niesamowicie zdeterminowana, że szczerze? Chciałabym posiadać kilka jej cech. Ponadto pewna siebie, zdecydowana i potrafiąca walczyć o siebie i ludzi, których kocha, a przy tym wszystkim urocza, uczuciowa i miła. Jej kreacja została dopracowana w 100%. Z pewnością nie jest to typ bohaterki tak dobrze nam znanej. Takiej, która wzdycha do kolesia, ale nie ma odwagi nic powiedzieć, a gdy widzi go z inną rozpada się, histeryzuje i niemal przekreśla swoje życie. Nic z tego. Shaw choć od lat zakochana po uszy, przyjmuje każdą jego pannę z pokorą i dumą, pokazując przy tym swoją siłę, zadowalając się pewnym wydarzeniem.

  Rule natomiast wcale nie jest jej dłużny. Oczywiście nie jest to bohater na medal, bo ma pełno wad, jego zachowanie jest momentami odrażające i nie szczędzi w słowach. Ale czy takich bohaterów nie kochamy? Bo kiedy trzeba, kiedy sytuacja tego wymaga, potrafi być kochany, przyjazny i otwierający serce. A moje łamało się czytając o jego stosunkach z matką. A raczej o stosunku matki do niego. Poniekąd ją rozumiałam, w końcu straciła syna. Tylko tak bardzo zatraciła się w żałobie, że całą winę za śmierć zrzuciła na drugiego syna, coraz bardziej rozdzielając swoją rodzinę. Rule to typowy, tytułowy buntownik, tyle że pogubiony i nie zauważający, że serce Shaw, dziewczyny która go tylko drażniła, miał na dłoni, a tak naprawdę tylko tego potrzebował do spełnienia.


"- On nie jest okropny, on jest po prostu trudniejszy do kochania."



  Mogłabym o tej książce pisać i pisać, ale dopiero zdałam sobie sprawę, że już trochę przesadziłam. Dlatego napiszę jeszcze - KONIECZNIE JĄ CZYTAJCIE, szczególnie jeśli jesteście fanami gatunku, fanami wydziaranych i wykolczykowanych bohaterów, oraz pewnych siebie bohaterek. Autorka ma na tyle prosty i plastyczny styl, że jak już się wciągniecie to pochłoniecie ją jednym tchem. Od siebie jeszcze dodam, że pragnę wznowienia tej książki, nie tylko ze względu na okładkę (bo oni nasza, ani oryginalna kompletnie mi się nie podobają, ani nie pasują do tej historii), ale także dlatego, by zyskała rozgłos, by więcej osób o niej usłyszało i by została doceniona, bo zdecydowanie na to zasługuje. Szczególnie, że aktualnie wcale nie tak łatwo jest ją dostać w księgarniach.

  Seria "Naznaczeni mężczyźni" ma 6 tomów - każdy o innym bohaterze. Niestety Amber porozbijało pojedyncze tomy na dwa (tylko "Buntownik" został w jednym tomie). W związku z tym można się pogubić. Tym bardziej chciałabym wznowienia całej serii, żeby jeszcze raz się cieszyć bohaterami i ich historiami.



"Nigdy nie ufam nikomu przez cały czas. Zwykle największą krzywdę robią ludzie, na których mi najbardziej zależy."



Cykl "Naznaczeni mężczyźni":
Tym 1. Buntownik
Tom 2.1. Zaryzykuj ze mną
Tom 2.2. Zaryzykuj miłość
Tom 3.1. Niepokorny. Jego walka
Tom 3.2. Niepokorny. Jego siła
Tom 4.1. Wierny. Jego próba
Tom 4.2. Wierny. Jego droga
Tom 5.1. Rowdy. Tom 1
Tom 5.2. Rowdy. Tom 2
Tom 6.1. Asa. Tom 1
Tom 6.2. Asa. Tom 2




17 sierpnia 2019

"Wszystko przed nami" #1 - Samantha Young


Tytuł: Wszystko przed nami
Tytuł oryginalny: Play On
Autor: Samantha Young
Cykl: Play On (tom 1)
Wydawnictwo: Burda Książki
Tłumaczenie: Ewa Górczyńska
Data wydania: 28 lutego 2018
Liczba stron: 446
Moja ocena: 8/10
Opis wydawcy
W pogoni za marzeniami, pełna nadziei i wiary w słuszność swojego wyboru Nora O’Brien przenosi się z Indiany do Szkocji. Doznaje jednak rozczarowania i po trzech bezowocnych latach spędzonych w nowym kraju czuje tylko żal i poczucie winy.
Dopóki w jej życiu nie pojawia się seksowny Szkot, Aidan Lennox.

Kilka lat starszy, obyty w świecie producent muzyczny i kompozytor wydaje się zupełnie nie pasować do Nory. Tymczasem wbrew pozorom odnajdują w sobie iskrę, której im brakowało. Łączy ich wspólne poczucie humoru i namiętność, dające im siłę do dalszych zmagań z życiem, mimo bolesnych doświadczeń z przeszłości.

Niestety, kiedy życie wymierza Aidanowi kolejny cios, ten nie szuka wsparcia u Nory, ale nagle znika. Kolejna bolesna strata budzi w Norze ukryte siły. Gniew i ból popychają ją naprzód, pomagają odzyskać kontrolę nad życiem i śmiało podążyć za marzeniami.

Studia, występy na scenie teatralnej – wszystko układa się według jej zamierzeń. Koncentruje się na swoich celach, starannie unikając emocjonalnych zawirowań.

Nie jest to jednak łatwe. Zwłaszcza że znów pojawia się Aidan i z niewiadomych powodów żywi do niej głęboką niechęć, a nawet wypowiada jej wojnę.

http://www.burdaksiazki.pl/ksiazki/literatura-obyczajowa/wszystko-przed-nami/


  Samantha Young to jedna z tych autorek, do której mam bezgraniczne zaufanie. Tak naprawdę nie potrzebuję czytać opisów, czy cokolwiek wiedzieć na temat jej książek, bo jak tylko widzę jej nazwisko w zapowiedziach wiem, że biorę w ciemno jej powieści, bez względu na wszystko. Powyższa pozycja odczekała rok na mojej półce, zanim się za nią zabrałam. Tak już mam, że im bardziej chcę przeczytać daną powieść, tym dłużej zwlekam. Jednak w tym przypadku wiedziałam, że to "pewniak" i jak tylko zaczęłam czytać, to przepadłam.


"Nie chciałam jednak, żeby ktoś inny niż ja miał tak wielką władzę nad moimi uczuciami. Kiedyś wydawało mi się, że ojciec jest najwspanialszym człowiekiem pod słońcem.
I proszę, dokąd mnie to zaprowadziło.''


  Nora O'Brien z powodu choroby ojca, stara się jak może pomóc matce w opiece nad nim i w zarabianiu pieniędzy na dom. Młoda, niewinna dziewczyna marząca o studiach i o aktorstwie. Niestety nie może sobie na to pozwolić. Aż pewnego dnia podejmuje decyzję, która zmieni jej życie na zawsze. Pakuje się i wyjeżdża do Szkocji, wraz z chłopakiem, którego chwilę potem poślubia.
Mija kilka lat, dziewczyna pracuje w supermarkecie, gdzie natyka się na pewnego przystojniaka a w wolnych chwilach czyta dzieciom książki w szpitalu jako wolontariuszka. Tam zaprzyjaźnia się z pewną dziewczynką, którą opiekuje się wuj. Tymczasem mąż Nory zaczyna naciskać na dziecko, podczas gdy ona planuje ten związek zakończyć. Los jednak robi to za nią. Jakiś czas później wreszcie ma okazje poznać wuja swojej małej przyjaciółki. Ku jej zdziwieniu to nieznajomy, którego spotkała kilka miesięcy wcześniej. Nosząc jeszcze obrączkę na palcu.
  Wydawać by się mogło, że oboje stają się dla siebie oparciem, do czasu aż wszystko zaczyna się komplikować i Aiden znika bez śladu.
  Znowu mija trochę czasu gdy ponownie spotykają się przypadkiem, ale tym razem stają się wrogami.

  "Wszystko przed nami" podzielona jest na trzy części. Z początku nie byłam przekonana do takiego zabiegu, bo obawiałam się, że książka straci na wartości przez skakanie w czasie. Bardziej mylić się nie mogłam. Autorka doskonale wie co robi i dokładnie przemyślała sobie przebieg fabuły. Dlatego też pierwsza część opowiada o życiu Nory w domu rodzinnym oraz wyjeździe i życiu w Szkocji. Druga część opowiada o początkach znajomości z Aidenem do czasu aż ten nie znika. Trzecia część natomiast skupia się na ponownym spotkaniu bohaterów. Bez obaw, nie będzie słodko i nużąco. Zamiast tego jest wiele bólu i cierpienia, walki o miłość i o odnalezienie wreszcie samego siebie. A także znalazło się miejsce na przekomarzania i dawkę humoru.


"Można by pomyśleć, że po wielu ciosach od losu ludzkie ciało nie zdoła znieść kolejnej porcji smutku. Jednak nasze serca są irytująco wytrzymałe."


  Dzięki podziałowi powieści można dostrzec różnicę w charakterach bohaterów. W końcu z każdą częścią są coraz starsi, dojrzalsi i dążą do celu. Oczywiście nie są to bohaterzy idealni, bo mają swoje wady, nie każde ich zachowanie do mnie przemówiło, ale to tylko pokazuje realność powieści. W końcu ludzie nie są idealni, popełniają błędy i się na nich uczą, wyciągając wnioski. Jeśli chodzi o mnie to polubiłam zarówno Norę, mimo, że momentami była zbyt impulsywna, oraz Aidena, którego zachowanie szczególnie w trzeciej części było potępiające. Jestem jednak w stanie go zrozumieć. Warto też wspomnieć o Jimie, bo to w końcu dzięki niemu Nora znalazła się w Szkocji. Niewątpliwie jest to ważna postać w powieści, ale dla mnie był obojętny. Nic mnie jednak tak nie rozczuliło jak siostrzenica Aidena. To ona była głównym punktem znajomości bohaterów i pokochałam ją od samego początku.

  Ostatnio gdzieś pisałam, że chętnie przeczytałabym książkę, w której bohaterów dzieliłaby różnica wieku. Zupełnym przypadkiem taką dostałam i choć może ta różnica nie jest jakoś szczególnie rażąca, to jednak bohaterzy zachowaniem odpowiadali swojemu wiekowi. Co bardzo dobrze się czytało, bo widać było że autorka skupiła się na wykreowaniu swoich bohaterów bardzo osobiście. 

  W większości książek autorki akcja dzieje się w Szkocji. Widać, że bardzo kocha to miejsce i muszę przyznać, że dzięki niej na mojej liście "do odwiedzenia" dołączyła właśnie Szkocja. Samantha Young bardzo dokładnie i interesująco opowiada o budowlach, zamkach czy krajobrazach. Zauważyłam, że wielu autorów ma z tym problem, gdyż często za bardzo skupiają się na opisach miejsc, co jest dość nudzące. Pani Young natomiast nie przesadza z opisami, a jak już to robi, to chce się czytać więcej i więcej.



"Odetchnęłam głębiej, ale nadal z pewnym trudem. Musiałam jeszcze przekonać pewnego mężczyznę, żeby ze mną został.
Żeby mi wybaczył.
I kochał mnie, nawet w te dni, kiedy sama nie będę siebie kochała.''



  Wydawać by się mogło, że autorka stworzyła trójkąt miłosny, ale bez obaw - z pewnością tu go nie znajdziecie. Fabuła została tak poprowadzona, by wszystko miało swój początek i koniec.

  Kolejny raz nie zawiodłam się na powieści pisarki i liczę na to, że za każdym razem będę mogła napisać to zdanie. Jej książki trafiają do mnie w 100% i bardzo polecam zapoznanie się z jej twórczością, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

  Na koniec wspomnę jeszcze o okładce. Bo naprawdę podoba mi się nasza, nie ze względu na parę, a na piękny krajobraz za nią. Jednak to oryginał bardziej mnie przekonuje, bo i kolory ma delikatne i nie ma właśnie pary. A ostatnio bardziej podobają mi się okładki bez całujących się ludzi, twarzy i gołych klat.







"Play On":
Tom 1. Wszystko przed nami
Tom 2. Z dala od świateł




13 sierpnia 2019

Skrzywdzony, nieufny i samotny bohater, oraz zepsuta bohaterka. - "Więcej niż słowa" #2 - Brigid Kemmerer


Tytuł: Więcej niż słowa
Tytuł oryginalny: More Than We Can Tell
Autor: Brigid Kemmerer
Cykl: Listy do utraconej (tom 2)
Wydawnictwo: YA!
Tłumaczenie: Grażyna Woźniak
Data wydania: 3 kwietnia 2019
Liczba stron: 432
Moja ocena: 7/10
Opis wydawcy
Rev każdego dnia pracuje nad tym, aby utrzymać swoje wewnętrzne demony w ryzach. Chce poukładać swoje życie i zapomnieć o czasie sprzed adopcji. Pewnego dnia, kiedy na osiemnaste urodziny dostaje list od ojca, traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa powracają pełną siłą.

Tymczasem Emma chowa się przed realnym światem w cyberprzestrzeni. Kodowanie jest prostsze, bardziej przewidywalne, a przez to bezpieczniejsze niż kontakt z toksycznymi rodzicami. Kiedy Rev i Emma spotykają się, połączy ich nie tylko miłość, lecz także sekrety. Choć ich problemy wydają się całkiem różne, postanawiają wspólnie stawić im czoła.

https://www.empik.com/wiecej-niz-slowa-kemmerer-brigid,p1223213703,ksiazka-p





  "Listy do utraconej" to jedna z tych książek, która nie zdobyła odpowiedniego rozgłosu, o której zbyt mało osób wie i która została zapomniana. Dla mnie była to jedna z najpiękniejszych i pouczających powieści dla młodzieży i przykro mi że tak mało się o niej mówi. Chociaż bardziej mi przykro, że to gnioty są rozpowszechniane i nagminnie promowane, podczas gdy dobre i prawdziwe powieści znikają w ich tle. Czy muszę mówić jak bardzo czekałam na drugi tom? Szczególnie, że Rev w Listach, to była postać która zaintrygowała mnie od pierwszego pojawienia się. Muszę przyznać, że trochę straciłam nadzieję, że kiedykolwiek się jej doczekamy, ale na szczęście udało się. W końcu została wydana. I niestety nieco mnie rozczarowała.


"Muszę przeprosić, chociaż nie wiem, jak mam przeprosić za to, kim jestem."


  Rev to typowy outsider, chowający się pod bluzą z kapturem, nazywany przez rówieśników "Ponurym Żniwiarzem". Przeżywszy piekło, które zgotował mu własny ojciec, chłopak jest wycofany, nieufny, cichy i samotny. Mimo, że ma już kochającą rodzinę i przyjaciela, który zrobiłby dla niego wszystko, chłopak w dalszym ciągu jest przerażony i samotny. Sytuacja pogarsza się kiedy dostaje list od ojca i wszystkie demony zaczynają do niego wracać. Najgorsze jest to, że Rev znów staje się niewolnikiem ojca. Nawet na odległość. Chowając się za murami kościoła, niespodziewanie spotyka dziewczynę, której się zwierza. W końcu łatwiej się zwierzyć obcej osobie, niż najbliższej.

  Emma podążyła w ślady ojca, który tworzy gry komputerowe. Uwielbia grać i najchętniej spędzałaby całe dnie i noce przed komputerem. Udało jej się nawet jedną grę stworzyć od podstaw, jednak paraliżuje ją strach przed wyznaniem tego rodzicom. Jej ojciec jest wiecznie zajęty pracą, a matka potępia Emmę i nie może pogodzić się z decyzją córki, która w przyszłości woli zajmować się grami, a nie pójść na studia medyczne. W związku z tym w domu panuje wieczne napięcie, a jakby tego było mało, ktoś wysyła dziewczynie obrzydliwe maile. Ukojenie przynosi jej internetowy przyjaciel, oraz chłopak w kapturze, którego spotkała pewnego wieczoru na spacerze z psem.


"Nie wiem, co powiedzieć. Oddaliliśmy się od siebie tak bardzo, że nie jestem pewna, czy istnieje mapa, która wskaże nam drogę powrotną."


  Rev to bohater, któremu się współczuje. Szczególnie gdy autorka kawałek po kawałku przedstawia nam jego przeszłość, która jest przerażająca. W pełni rozumiałam jego ukrywanie się przed światem, wycofanie i nieufność. Stach przed wyznaniem prawdy rodzicom, którzy go adoptowali, strach przed odrzuceniem i osądzaniem. Pokochałam go natomiast za podejście do Matta.

  Tego samego niestety nie mogę powiedzieć o Emmie, bo tej bohaterki nie potrafiłam polubić. To jak się zachowywała w stosunku do matki i przyjaciółki było przegięciem. No bo co ta matka jej zrobiła? To normalne, że nie chciała by jej nastoletnia córka cały czas siedziała z nosem w komputerze. Nie widzę nic dziwnego w tym, że próbowała ją oderwać od wirtualnego świata. Dziewczyna natomiast warczała na nią, ignorowała i zachowywała jak rozwydrzony dzieciak, nie szanując ani trochę jej uczuć. To samo tyczy się przyjaciółki Emmy. Dziewczyna zajmowała się makijażem, który był jej pasją. Dla Emmy natomiast to strata czasu, głupie wydurnianie się i wymysł przyjaciółki, który nie raz wyśmiała. Natomiast jej gry były najważniejsze i nie rozumiała jak ktoś może tego nie akceptować i nie rozumieć. Hipokrytka do potęgi. Nie chciałabym mieć takiej przyjaciółki, a nawet znajomej, która gdzieś ma innych ludzi, dla której liczy się tylko ona sama.

  Po wspaniałej powieści "Listy do utraconej", czuję się rozczarowana drugim tomem, który niestety nie spełnił moich oczekiwań. Nie zrozumcie mnie źle, bo to zła książka nie jest. Myślę, że problem tkwi w Emmie i to jej postawa i kreacja niszczą tę książkę. Chociaż pod koniec nieco bardziej da się ją zrozumieć, to niestety nie kupuję jej postaci i jedyne o czym mogłam myśleć, to żeby ktoś nią potrząsnął i dał do zrozumienia jak się zachowuje.



  Jestem pewna, że "Więcej niż słowa" zdobędzie swoich fanów, i ja również się do tego grona zaliczam - a raczej do grona fanów Reva, bo tak naprawdę to wolałabym poczytać tylko o jego historii, bez Emmy.

  Mimo rozczarowania, z pewnością zabiorę się za kolejne książki autorki jak tylko zostaną wydane - na co mam ogromną nadzieję, bo ta kobieta wie jak dobrze i mądrze pisać.

  Na samym końcu muszę wspomnieć o okładce. Oryginalna jest prosta, nie przesadzona i pasująca do treści. Nasza? Owszem, również do treści pasuje, ale dla mnie jest po prostu brzydka, dziecinna i gdybym nie znała autorki i nie wiedziała, że to kontynuacja Listów, to nawet bym na nią nie spojrzała. Tak jak narzekałam, że Listy nie dostały odpowiedniego rozgłosu, tak w ogóle mnie nie dziwi, że tom drugi od razu po premierze został zrzucony na sam dół książek młodzieżowych. Dlaczego nie mogła zostać okładka oryginalna? Szczególnie, że jest w dwóch wersjach, w dwóch pięknych wersjach :(







"Listy do utraconej":
Tom 1. Listy do utraconej
Tom 2. Więcej niż słowa