Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2018

"Confess" - Colleen Hoover


Tytuł: Confess
Tytuł oryginalny: Confess
Autor: Colleen Hoover
Cykl: -
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Liczba stron: 304
Moja ocena: 9/10
Opis wydawcy
Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno, zamieniając słowa w obrazy, w których ukrywa też własne tajemnice.
Auburn pojawia się w jego galerii akurat wtedy, gdy Owen szuka asystentki. Dziewczyna od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Wydaje się, że Owen jest dla niej szansą na znalezienie ukojenia i wsparcia, a ona dla niego natchnieniem i nowym kolorem w autoportrecie.
Wzajemne uczucie dodaje życiu barw, jednak tajemnice zaczynają tworzyć rysy na ich związku. Auburn odkrywa, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze. Głos serca podpowiada jednak, że miłość wymaga największych poświęceń.
Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe.

http://otwarte.eu/book/confess



"Zawsze będę cię kochał, nawet kiedy nie będę już mógł.
Zawsze będę cię kochała, nawet jeśli nie powinnam."


   Colleen Hoover to autorka, której książki trzymam w "rezerwie". Chodzi mi głównie o to, że nie zawiodłam się jak do tej pory na jej powieściach i jak tylko w Polsce pojawiał się nowy tytuł, to chciałam rzucić wszystko i zacząć czytać. Jednak tak już mam, że im bardziej chcę przeczytać daną książkę, to dłużej ona musi odleżeć na półce (by jej za szybko nie skończyć.. taka moja dziwna logika :D). Tym sposobem "Confess" czekała na swoją kolej dokładny rok.

   Niewiele jest książek, w których to już sam prolog doprowadza mnie do łez i to jest jedna z nich. Kompletnie nie wiedziałam czego się po nim spodziewać i przyznam szczerze, że obawiałam się najgorszego. W sensie, że jeden z bohaterów będzie śmiertelnie chory, na co ani trochę nie miałam ochoty. Na szczęście tak nie było, a to co dostałam w kolejnych rozdziałach utwierdziło mnie w przekonaniu, że autorka kolejny raz sprawiła, że serce szybciej mi biło, że byłam zaskakiwana i pozwoliła mi polubić głównych bohaterów.

   Auburn jest bohaterką, która nie ma łatwo w życiu, dlatego stojąc pod pracownią "Confess" i czytając wyznania anonimowych ludzi, w jakiś sposób się z nimi utożsamia. Dodatkowo pracownia natychmiastowo szuka pracownika, a ona potrzebuje gotówki. Mimo początkowego niezdecydowania, zgadza się pomóc przy wystawie obrazów.
   Owen żyje z poczuciem winy, w samotności i bólu. Dziewczyna stojąca na progu jego pracowni, od razu zwraca jego uwagę, a on desperacko poszukuję asystentki na wieczór. Ten wieczór zmieni wszystko.


"Powiedz mi o sobie coś, o czym nikt nie wie. Coś, co mogę zatrzymać dla siebie."


   Po pierwsze pragnę wspomnieć o pomyśle z anonimowymi wyznaniami, który jak dla mnie jest genialny. Ludzie zwierzają się nie tylko z wstydliwych rzeczy, ale także z tych bolesnych, krzywdzących, jak i radosnych i dobrych. Ponadto są one inspiracją dla Owena, do tworzenia obrazów. Niewątpliwym plusem jest to, że nie musimy wyobrażać sobie tych obrazów, które mają znaczenie w książce, bo mamy możliwość je podziwiać. Ja osobiście jestem zakochana i szczerze mówiąc widziałabym je na ciele jako tatuaż (jestem miłośniczką tatuaży, więc każdy obrazek, zdjęcie czy grafika, które mi się podobają, od razu pojawiają się w mojej głownie na ciele).



 
   Bardzo polubiłam bohaterów, ale nie na tyle by stawiać ich obok moich ulubionych. Po prostu zostali dobrze i realnie wykreowani, zdobyli moją sympatię i im kibicowałam. I to tyle. Chociaż na siłę mogłabym się przyczepić do Auburn, bo jej niektóre decyzje były dla mnie niezrozumiałe. Jednak ze względu na jej przeszłość i samotność, przymykam na to oko. Do Owena nie mam za to żadnych zastrzeżeń. To bezinteresowny i dobry człowiek.


"Bezinteresowność. To powinno być podstawą każdej relacji. Jeśli jakaś osoba naprawdę się o ciebie troszczy, więcej przyjemności sprawi jej to,jak ty się przez nią czujesz, a nie to, jak ona czuje się przez ciebie."


   Colleen Hoover w swoich książkach porusza ciężkie tematy i w tym przypadku również tak było. Nie mogę zdradzić o co chodzi, bo odebrałabym wam przyjemność z odkrywania sekretów i przeszłości bohaterów, ale kolejny raz autorka mnie zaskoczyła. To jedna z takich książek, których nie da się odłożyć, bo chcemy wiedzieć co będzie dalej, jak się rozwiąże dana sytuacja i jak poradzą sobie z nimi bohaterzy.

   Z jednej strony cieszę się, że tyle zwlekałam z czytaniem, bo to właśnie teraz potrzebowałam takiej historii. Być może też bardziej doceniłam sztukę, która się tu pojawia. Autorka pisze w przystępnym, lekkim stylu i jej książki pochłania się na raz. Ja jestem jej ogromną fanką, więc dla mnie książka była tylko przyjemnością.

   "Confess" to piękna historia dwójki ludzi, która jak im się początkowo wydaje, nie ma prawa istnieć. Tylko czy my, ludzie, mamy cokolwiek do powiedzenia naszym uczuciom? Gdybyśmy byli w stanie je kontrolować, miłość byłaby mniej bolesna. To książka o sile miłości, wybaczaniu, stawianiu na swoim i wzajemnym zrozumieniu. Pokochałam ją od pierwszej strony i to się nie zmieniło aż do samego końca. Polecam szczególnie fanom Hoover, fanom gatunku i oczywiście malarstwa.


"Myślę, że miłość jest trudna do zdefiniowania. - mówię. - Możesz kochać poszczególne cechy pewnej osoby, ale nie kochać jej ogólnie."



PS. Mam już za sobą też serial na podstawie książki, więc również może uda mi się napisać o nim kilka słów.




17 września 2017

''Bez uczuć'' Mia Sheridan




Tytuł: Bez uczuć
Tytuł oryginalny: Ramsay
Autor: Mia Sheridan
Cykl: -
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Liczba stron: 360
Moja ocena: 7/10


Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.

Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...

Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?


źródło opisu: http://otwarte.eu/book/bez-uczuc



''(...)Oby nie zdarzało wam się upaść, kraść, oszukiwać ani upijać. Jeśli już musicie upaść, padajcie sobie w objęcia. Jeśli musicie kraść, kradnijcie sobie pocałunki. Jeśli musicie oszukiwać, oszukujcie śmierć. A jeśli musicie pić, pijcie z przyjaciółmi(...).''



   Mia Sheridan to autorka, która podbiła moje serce już trzy razy podczas lektur - ''Bez słów'', ''Bez winy'' i ''Bez szans''. Wiedziałam, że ''Bez uczuć'' to pewniak i nie mogłam doczekać się rozkoszowaniem lekturą. Niestety w tym przypadku nie było już tak kolorowo. Jasne, książka jest dobra, ale zabrakło mi jednak ''tego czegoś'', co sprawiłoby że nie mogłabym się oderwać od czytania, ściskało by mi się serce i z niecierpliwością śledziłabym losy bohaterów. 

   ''Bez uczuć'' podobnie jak poprzednie książki autorki, jest napisana lekkim i prostym językiem. Narracja jest dwutorowa dzięki czemu poznajemy myśli i uczucia obojga bohaterów. Ponadto pierwsze strony to wydarzenia z przeszłości. Autorka już na samym początku pozwala nam zapoznać się z historią bohaterów. Następne rozdziały dzieją się już 7 lat później.

   Lydia żyje jak ''księżniczka''. Ma bezpieczny dom, kochającego ojca i pławi się w luksusie. Niestety nic nie trwa wiecznie. Kilka lat później dziewczyna mieszka w małym mieszkaniu licząc grosz do grosza. Jej rodzinna firma upada a brat trwoni ostatnie pieniądze. Jest gotowa zrobić wszystko by ocalić firmę ojca. Nawet jeśli to Brogan dyktuje warunki.
  Brogan natomiast jest przeciwieństwem Lydii. Wraz z ojcem i siostrą mieszkają w domku ogrodnika na końcu posiadłości dziewczyny. Ojciec jest ogrodnikiem, jednak to Brogan zajmuję się wszystkim. Jest gotów zrobić wszystko byle tylko jego rodzina miała co jeść. Ślepa miłość do Lydii jednak odbiera jemu i jego rodzinie pracę i dach nad głową. Chłopak jest zdeterminowany by ocalić rodzinę. Lata później sytuacja się odwraca i to teraz Brogan ma władzę i pieniądze. Jednak dla niego najważniejsza jest zemsta.


''(...) Nie nienawidziłbyś jej tak bardzo, gdybyś kiedyś tak bardzo jej nie kochał. Granica między miłością a nienawiścią jest bardzo płynna. Ulotna jak irlandzka mgła o poranku.''


   Sama nie wiem co napisać o tej książce. Bohaterzy tak naprawdę zamieniają się miejscami a akcja toczy się jakby na siłę. Jakby autorka nie miała za bardzo pomysłu. Osobiście mnie średnio się podobała taka fabuła.

   Mia Sheridan przyzwyczaiła nas do mdłego środku książki i mdłego zakończenia.  I tutaj nie było inaczej. Momentami aż chciałam, żeby nawet coś głupiego się wydarzyło, żeby coś się działo. Mnie nudzą ''zwyczajna relacje'' - jeśli wiecie co mam na myśli - lubię jak coś się dzieje, jak książka sprawia, że nie mogę się od niej oderwać nawet na chwilę, dla której jestem w stanie zarwać noc. W ''Bez uczuć'' było tak tylko na początku, późniejsze wydarzenia bym skróciła o połowę.

   Bohaterzy też wypadli średnio, ale nie najgorzej. Nawet dało się ich polubić. Jednak postacie, które polubiłam dużo bardziej to przede wszystkim Fionn - najlepszy przyjaciel Brogana. Ten gość zasługuje na własną powieść. Jego irlandzkie powiedzonka, jego poczucie humoru i troska o przyjaciół sprawiła, że nie dało się go nie pokochać. Drugą taką osobą jest Eileen - siostra Brogana. Chociaż nie było jej za wiele, to okazała się wyrozumiałą młodą dziewczyną.


''Czasem wybaczenie oznacza pozostawienie przeszłości za sobą.''


   Podsumowując, uważam że ''Bez uczuć'' to najsłabsza książka autorki z tego cyklu. Nie oznacza to jednak, że nie jest warta przeczytania. Przeciwnie, jeśli podobały wam się poprzednie książki Mii, to nie ma co się wahać przy tej. Była dobra, ale nie najlepsza.





9 maja 2017

''Bez winy'' - Mia Sheridan




Tytuł: Bez winy
Tytuł oryginalny: Grayson's Vow
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Liczba stron: 384
Moja ocena: 10/10



Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.

Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…

Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.

Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?



źródło opisu: http://otwarte.eu/book/bez-winy



''Obserwuj, co robią ludzie, kiedy sądzą,że nikt ich nie widzi, kochana. W ten sposób dowiesz się kim naprawdę są.''



   ''Archer's Voice'' czyli ''Bez słów'' miałam okazję czytać już około półtora roku temu w oryginale. Bardzo, bardzo mi się podobała ta książka, więc wieść, że Wydawnictwo Otwarte zaczyna wydawać powieści autorki bardzo mnie ucieszyła. Długo jednak zwlekałam z czytaniem, bo chciałam zacząć od tomu, który jako pierwszy został wydany. Dowiedziałam się jednak, że bohaterzy nie są ze sobą powiązani, więc zdecydowałam się na ''Bez winy''. ''Bez słów'' przeczytam jak trochę bardziej zapomnę treść.

   Jako że póki co mam czas na czytanie tylko w nocy - tak w dwie z nich szłam spać nad ranem, jak za oknem już było jasno. To dowodzi tylko jak bardzo ta książka mnie wciągnęła. Jak bardzo nie mogłam się od niej oderwać i pochłaniałam ją strona po stronie.

   Pomysł na książkę może nie był zbyt oryginalny, ale ja przyznaję, że rzadko kiedy sięgam po książki - albo powinnam napisać, że trafiam na książki - z podobnym wątkiem. Autorka bardzo fajnie i przede wszystkim w odpowiednim tempie poprowadziła tę historię dzięki czemu krok po kroku doświadczamy wszystkiego z bohaterami.


''Bo nagle zrozumiałam, że czasem należy spotkać się w pół drogi, ale czasem najprostszym wyrazem dobroci jest spotkać drugiego człowieka tam, gdzie on stoi. Na tym polega miłość.''


   Kira to dziewczyna, która miewa ''Bardzo Złe Pomysły''. Bez grosza przy sobie, z całym dobytkiem w samochodzie szuka sposobu jak przetrwać. Wtedy widzi swój cel i postanawia go zrealizować. Z ręką na sercu mogę stwierdzić, że to jedna z najlepszych bohaterek książkowych. Silna, pyskata, odważna, zawzięta, dążąca do celu i przede wszystkim nie żadna płaczliwa, bojąca stawić czoła problemom dziewczynka. Podobało mi się w niej to, że do samego końca, po schematycznej - w tego typu książkach - dramie, walczyła o coś co było dla niej ważne. Ani razu nie zrezygnowała i pomimo bólu i cierpienia, myślała o innych.

   Grayson natomiast nie wyróżniał się niczym szczególnym pośród moich ulubionych bohaterów. Fakt, polubiłam go bardzo, ale nie stawiałabym go na piedestale. Bohater podobnie jak Kira ma nóż na gardle. Przez wyrok pięciu lat jaki odsiedział w więzieniu, otoczenie wyrobiło sobie o nim zdanie. Grayson jednak po przejęciu upadającej winnicy przez zmarłego ojca, próbuje przywrócić ją do życia. Grayson jest bohaterem, który mimo bolesnego i smutnego dzieciństwa, stara się sprostać oczekiwaniom ojca i zrobić wszystko, żeby nawet po śmierci był z niego dumny.


''...nie ma na świecie drugiej rzeczy podobnej do tego, kiedy ktoś, kto cię kocha, łapie cię za rękę w ciemności, gdy jesteś zagubiona i przerażona.''


   Bohaterzy początkowo nie pałają do siebie sympatią. Co więcej, oboje wyrobili sobie zdanie na temat tego drugiego i ledwo ze sobą wytrzymują. Uwielbiam historie, kiedy z niechęci rodzi się uczucie. Mia Sheridan idealnie pokierowała uczuciami bohaterów, dzięki czemu powieść nabiera realistyczny obraz. Warto też wspomnieć o bohaterach drugoplanowych, którzy odgrywają w książce bardzo ważną rolę i to między innymi dzięki nim całość prezentuje się tak dobrze. Jestem oczarowana tą historią i niesamowicie się cieszę, że mogłam ją przeczytać.

   Chciałabym też wspomnieć o zakończeniu. Pamiętam, że bardzo byłam zawiedziona zakończeniem ''Archer's Voice''. Tutaj niestety podobnie, choć już nie w tak dużym stopniu. Mianowicie nie przepadam za zakończeniami x lat później z ogromnym happy endem i gromadką dzieci. Zdecydowanie wolę jak epilog jest w niewielkim odstępie czasu od ostatnich wydarzeń, właśnie z tego powodu, że autorki często przesadzają wymyślając słodkie, cukierkowe ''żyli długo i szczęśliwie''. Tutaj nie było aż tak źle i nie zmienia to mojej oceny, ale odnoszę wrażenie, że autorka właśnie jest jedną z tych, które za bardzo ponosi wyobraźnia na sam koniec.

   Nie muszę pisać, że oceniam ''Bez winy'' na maksimum czyli 10/10. Na tę chwilę, w moim odczuciu właśnie na taką ocenę zasługuje. Nie mogę się doczekać, aż przeczytam ''Bez szans'', no i oczywiście oczekuję od Wydawnictwa Otwartego wszystkich książek autorki.
Oficjalnie Mia Sheridan zajmuje miejsce obok moich ulubionych autorów :).



''Dziś możemy mieć bardzo zły dzień, ale jutro może przyjść najpiękniejszy dzień w twoim życiu. Musisz tylko do niego dotrwać.''


4 stycznia 2017

''November 9'' Colleen Hoover




Tytuł: November 9
Tytuł oryginalny: November 9
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Liczba stron: 320
Moja ocena: 8/10



   9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.

Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.



źródło opisu: Otwarte.eu



   Colleen Hoover mianuje się ''królową New Adult''. Wiele osób mówi, że to ona w tym nurcie jest niezwyciężona i na pierwszym miejscu. Czy rzeczywiście tak jest? Na mojej półce stoją wszystkie jak dotąd wydane w Polsce książki Pani Hoover. Już dawno obiecałam sobie, że będę mieć wszystkie i jak na razie trzymam się tego. Ale czy faktycznie można nazwać ją ''królową'', czy to tylko nazwisko sprawia, że stawiamy jej książki na pierwszym miejscu?

  Autorka w ''November 9'' skupiła się na jednej dacie. 9 listopada to jedyny dzień w którym bohaterzy się spotykają - co roku. Bohaterzy tworzą dwie historie. On - fikcyjną, ona - prawdziwą. Poznają się przypadkiem i po krótkiej rozmowie chcą spędzić ze sobą jak najwięcej czasu w tym dniu. I tak też robią. Przez cały rok nie kontaktują się w żaden sposób, a w ten jeden dzień robią wszystko aby jak najlepiej go wykorzystać. 

  Jeśli koś wam kiedyś powiedział, bądź gdzieś przeczytaliście, że ''November 9'' jest mocno inspirowana ''Jednym dniem'' Davida Nichollsa - zignorujcie to. Owszem w obu książkach bohaterzy widzą się w jeden dzień, ale to dwie zupełnie inne historie i ja osobiście oprócz tego jednego nie widzę więcej podobieństw.


''Nie możesz jeszcze wyjść. Jeszcze nie skończyłem się w tobie zakochiwać.''


   W książkach Colleen Hoover zwykle można spodziewać się tajemnicy, która wychodzi pod koniec książki. Niestety muszę przyznać, że z wszystkich książek tej autorki przeczytanych przeze mnie, zostałam zaskoczona raz czy dwa. Zwykle największej tajemnicy domyślałam się przed jej ujawnieniem. I w tym przypadku nie było inaczej. Nie przeszkadzało mi to, aczkolwiek wolałabym czegoś bardziej zaskakującego.

   Jeśli chodzi o bohaterów, to uważam że stworzeni zostali bardzo realnie. Ben'a pokochałam od samego początku. Zachwycił mnie swoją wrażliwością i miłością, mimo tego jak się zachował kilka lat wcześniej. Młody pisarz, który nie tylko stracił rodziców, potrafił pokazać Fallon zupełnie inny świat. W krótkim czasie nauczył ją żyć mocniej i mimo wszystko cieszyć się każdą chwilą nie rezygnując z marzeń.
   Fallon natomiast z życia na pół gwizdka, dzięki Ben'owi odzyskała dawną pewność siebie. Mimo przeciwnościom zawalczyła o swoją przyszłość i swoje marzenia. Wyrozumiała młoda kobieta, która potrafiła zrezygnować ze swojej miłości, tłumiąc uczucia na rzecz innych osób. Dwójka bohaterów dobranych idealnie.


''Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.''


   Ponadto jeśli czytaliście ''Ugly Love'' możecie w ''November 9'' przez chwilę spotkać Tate i Miles'a. Niestety w niezbyt szczęśliwej atmosferze, ale podobało mi się to, że autorka w minimalnym stopniu połączyła te dwie powieści.

  Jak pisałam na początku, nie wiem czy to nie przez nazwisko autorki tę książkę automatycznie oceniam wyżej, bo nie była to historia, którą przeżywałam i będę do niej powracać myślami przez jeszcze jakiś czas. Podobała mi się, kilka razy ścisnęło mnie w gardle, ale wątpię, że za jakiś rok będę pamiętać ją ze szczegółami jak inne książki.


''Po pierwszej śmierci nie ma następnej. -Dylan Thomas.''





23 kwietnia 2016

''Ugly Love'' - Colleen Hoover




Tytuł: Ugly Love
Tytuł oryginału: Ugly Love
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Liczba stron: 344
Moja ocena: 10/10






Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać…

Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera.

Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.

Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.


źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte,


''Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa'' - z tyłu okładki widnieje takie zdanie i z czystym sumieniem mogę napisać, że dokładnie tak się czułam przy czytaniu. Ja tę książkę przeżyłam. Każdą stronę, każdy dialog i każde wspomnienie. W tej książce nic nie jest proste, nic nie jest łatwe, ale jest możliwe.

Już nie raz i nie dwa spotkałam się w książkach z układem ''tylko seks''. Zwykle zawsze jest tak samo. Zaczyna się tylko seksem, aż w końcu pojawiają się uczucia. Każda jednak książka czymś się różni, ale Ugly Love zawładnęła moim sercem jak żadna inna.
Nie bałam się tego czy autorka sprosta moim oczekiwaniom, bo wiedziałam, że napewno się nie zawiodę. Bałam się tego co ze mnie zostanie po przeczytaniu - i słusznie.


''Łatwo jest pomylić uczucia oraz emocje z czymś, czym nie są, szczególnie wtedy, gdy jest zaangażowany kontakt wzrokowy.''


Colleen Hoover to autorka, która w swoich książkach zamieszcza ogrom emocji. Nie są to zwykłe historie, które po jakimś czasie się zapomina. To historie, którymi w momencie czytania żyjemy. Wchodzimy w ten świat, wcielamy się w danego bohatera i przeżywmy razem z nim całość.

Ugly Love pisana jest z perspektywy Tate i Milesa. Jednak Tate opowiada tę historie w teraźniejszości. Miles pokazuje swoją przeszłość i z każdą stroną przybliża nas do finału co go skłoniło do takich decyzji i co się stało. Autorka doskonale sobie poradziła z opisaniem jego życia przed zamknięciem się i postawieniem w okół siebie muru.


''Czasami człowiek nie ma aż tyle siły, żeby znieść widma przeszłości.''


Kolejny raz przed sięgnięciem po tę książkę myślałam o czymś innym. Spodziewałam się całkiem innej historii i przede wszystkim więcej akcji w samolocie. Dostałam całkiem co innego i absolutnie tu nie narzekam. Narzekać mogę jedynie na to, że zbyt szybko ją skończyłam i musiałam pożegnać się z bohaterami. Dlaczego zawsze świetne książki są tak krótkie i tak szybko się kończą? :(

Jedyny minus a właściwie dwa do których mogłabym się przyczepić to zbyt szybka zgoda Tate na układ, bez praktycznie żadnego zastanowienia. Oraz zakończenie. Nie epilog, a kilka ostatnich rozdziałów w których było zbyt dobrze. Cała książka to ciąg smutku i bólu, a na końcu jedna rozmowa i nagle zmiana. Nie będę pisać więcej żeby nie spojerować, ale ci co czytali powinni wiedzieć o co mi chodzi.


''Mam tylko dwie zasady: Nie pytaj o moją przeszłość i nie oczekuj przyszłości.''


Mimo tych malutkich minusów wyżej nie mogę obniżyć mojej oceny. 10/10 to zdecydowanie zasłużona ocena a nawet za mała. Póki co to najlepsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku! 

Jestem oczarowana, jestem wdzięczna autorce za tę książkę i jestem zawiedziona, że jestem już po lekturze. Nie mogę się doczekać kolejnych książek Pani Hoover i jej kolejnych emocjonalnych bohaterów. Mam nadzieje, że niedługo znów będę mogła przeżywać kolejną powieść dokładnie tak, jak przeżywałam wszystkie do tej pory przeze mnie przeczytane.