Tytuł: Confess
Tytuł oryginalny: Confess
Autor: Colleen Hoover
Cykl: -
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Liczba stron: 304
Moja ocena: 9/10
Opis wydawcy
Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno, zamieniając słowa w obrazy, w których ukrywa też własne tajemnice.
Auburn pojawia się w jego galerii akurat wtedy, gdy Owen szuka asystentki. Dziewczyna od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Wydaje się, że Owen jest dla niej szansą na znalezienie ukojenia i wsparcia, a ona dla niego natchnieniem i nowym kolorem w autoportrecie.
Wzajemne uczucie dodaje życiu barw, jednak tajemnice zaczynają tworzyć rysy na ich związku. Auburn odkrywa, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze. Głos serca podpowiada jednak, że miłość wymaga największych poświęceń.
Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe.
http://otwarte.eu/book/confess
"Zawsze będę cię kochał, nawet kiedy nie będę już mógł.
Zawsze będę cię kochała, nawet jeśli nie powinnam."
Colleen Hoover to autorka, której książki trzymam w "rezerwie". Chodzi mi głównie o to, że nie zawiodłam się jak do tej pory na jej powieściach i jak tylko w Polsce pojawiał się nowy tytuł, to chciałam rzucić wszystko i zacząć czytać. Jednak tak już mam, że im bardziej chcę przeczytać daną książkę, to dłużej ona musi odleżeć na półce (by jej za szybko nie skończyć.. taka moja dziwna logika :D). Tym sposobem "Confess" czekała na swoją kolej dokładny rok.
Niewiele jest książek, w których to już sam prolog doprowadza mnie do łez i to jest jedna z nich. Kompletnie nie wiedziałam czego się po nim spodziewać i przyznam szczerze, że obawiałam się najgorszego. W sensie, że jeden z bohaterów będzie śmiertelnie chory, na co ani trochę nie miałam ochoty. Na szczęście tak nie było, a to co dostałam w kolejnych rozdziałach utwierdziło mnie w przekonaniu, że autorka kolejny raz sprawiła, że serce szybciej mi biło, że byłam zaskakiwana i pozwoliła mi polubić głównych bohaterów.
Auburn jest bohaterką, która nie ma łatwo w życiu, dlatego stojąc pod pracownią "Confess" i czytając wyznania anonimowych ludzi, w jakiś sposób się z nimi utożsamia. Dodatkowo pracownia natychmiastowo szuka pracownika, a ona potrzebuje gotówki. Mimo początkowego niezdecydowania, zgadza się pomóc przy wystawie obrazów.
Owen żyje z poczuciem winy, w samotności i bólu. Dziewczyna stojąca na progu jego pracowni, od razu zwraca jego uwagę, a on desperacko poszukuję asystentki na wieczór. Ten wieczór zmieni wszystko.
"Powiedz mi o sobie coś, o czym nikt nie wie. Coś, co mogę zatrzymać dla siebie."
Po pierwsze pragnę wspomnieć o pomyśle z anonimowymi wyznaniami, który jak dla mnie jest genialny. Ludzie zwierzają się nie tylko z wstydliwych rzeczy, ale także z tych bolesnych, krzywdzących, jak i radosnych i dobrych. Ponadto są one inspiracją dla Owena, do tworzenia obrazów. Niewątpliwym plusem jest to, że nie musimy wyobrażać sobie tych obrazów, które mają znaczenie w książce, bo mamy możliwość je podziwiać. Ja osobiście jestem zakochana i szczerze mówiąc widziałabym je na ciele jako tatuaż (jestem miłośniczką tatuaży, więc każdy obrazek, zdjęcie czy grafika, które mi się podobają, od razu pojawiają się w mojej głownie na ciele).
Bardzo polubiłam bohaterów, ale nie na tyle by stawiać ich obok moich ulubionych. Po prostu zostali dobrze i realnie wykreowani, zdobyli moją sympatię i im kibicowałam. I to tyle. Chociaż na siłę mogłabym się przyczepić do Auburn, bo jej niektóre decyzje były dla mnie niezrozumiałe. Jednak ze względu na jej przeszłość i samotność, przymykam na to oko. Do Owena nie mam za to żadnych zastrzeżeń. To bezinteresowny i dobry człowiek.
"Bezinteresowność. To powinno być podstawą każdej relacji. Jeśli jakaś osoba naprawdę się o ciebie troszczy, więcej przyjemności sprawi jej to,jak ty się przez nią czujesz, a nie to, jak ona czuje się przez ciebie."
Colleen Hoover w swoich książkach porusza ciężkie tematy i w tym przypadku również tak było. Nie mogę zdradzić o co chodzi, bo odebrałabym wam przyjemność z odkrywania sekretów i przeszłości bohaterów, ale kolejny raz autorka mnie zaskoczyła. To jedna z takich książek, których nie da się odłożyć, bo chcemy wiedzieć co będzie dalej, jak się rozwiąże dana sytuacja i jak poradzą sobie z nimi bohaterzy.
Z jednej strony cieszę się, że tyle zwlekałam z czytaniem, bo to właśnie teraz potrzebowałam takiej historii. Być może też bardziej doceniłam sztukę, która się tu pojawia. Autorka pisze w przystępnym, lekkim stylu i jej książki pochłania się na raz. Ja jestem jej ogromną fanką, więc dla mnie książka była tylko przyjemnością.
"Confess" to piękna historia dwójki ludzi, która jak im się początkowo wydaje, nie ma prawa istnieć. Tylko czy my, ludzie, mamy cokolwiek do powiedzenia naszym uczuciom? Gdybyśmy byli w stanie je kontrolować, miłość byłaby mniej bolesna. To książka o sile miłości, wybaczaniu, stawianiu na swoim i wzajemnym zrozumieniu. Pokochałam ją od pierwszej strony i to się nie zmieniło aż do samego końca. Polecam szczególnie fanom Hoover, fanom gatunku i oczywiście malarstwa.
"Myślę, że miłość jest trudna do zdefiniowania. - mówię. - Możesz kochać poszczególne cechy pewnej osoby, ale nie kochać jej ogólnie."
PS. Mam już za sobą też serial na podstawie książki, więc również może uda mi się napisać o nim kilka słów.





