6 listopada 2016

''Czy wspominałam, że Cię kocham?'' I - Estelle Maskame




Tytuł: Czy wspominałam, że Cię kocham?
Tytuł oryginalny: Did I Mention I Love You?
Autor: Estelle Maskame
Cykl: Dimily (tom 1)
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Liczba stron: 408
Moja ocena: 8/10




Rodzice Eden Munro rozwiedli się już kilka lat temu, i od tego czasu dziewczyna nie widziała swojego ojca. Teraz jedzie z Portland do Santa Monica w Kalifornii, by spędzić lato z nim i jego nową rodziną: żoną i jej trzema synami, z których każdy jest obdarzony silnym charakterem. Najstarszy z nich, Tyler Bruce, to zbuntowany nastolatek o wybuchowej naturze i wybujałym ego, kompletne przeciwieństwo przyrodniej siostry. On i jego paczka biorą Eden pod swoje skrzydła, pozwalając jej doświadczyć zupełnie nowych dla niej przeżyć – imprez, plażowania i… łamania zasad. Tyler pozostaje dla niej zagadką, a im bardziej stara się go rozgryźć, tym mniej o nim wie i tym bardziej czuje, że rodzi się między nimi coś więcej. A przecież nie powinna interesować się swoim przyrodnim bratem w ten sposób. To zakazane!

Ale jak powstrzymać uczucia, których nie da się opanować?


źródło opisu: Wydawnictwo Feeria, 2015



   W końcu nadszedł ten moment, w którym mogłam zacząć czytać tę trylogię. Nie mogłam doczekać się od wydania pierwszego tomu, więc zaczęłam czytać od razu jak wyszedł ostatni. Przypominam, że serie o tych samych bohaterach czytam tylko jak są wszystkie części. Nienawidzę robić przerw czy czekać, bo wtedy dużo zapominam i ciężko mi wrócić do kontynuacji danej serii. A już nie wspominając, jak skończy się w krytycznym momencie ;D. Ale wracając do książki:

   Eden mieszka z mamą w Portland, w którym przeszła wiele za sprawką jej dawnych przyjaciół. Kiedy jej ojciec po trzech latach postanawia zaprosić ją do siebie i jego nowej rodziny, Eden decyduje się pojechać. W tym czasie to idealny moment aby uciec od znajomych twarzy. Wie, że ma trzech przybranych braci, ale nie wie, że najstarszy z nich jest tylko rok starszy od niej i że spowoduje w jej brzuchu motyki. A nie powinien.
   Tyler to typ buntownika, więc nie sprawia dobrego wrażenia na ludziach. Nawet własnej matce sprawia przykrość, która przymyka oczy na jego wybryki. Ale Tyler ma tajemnicę przez którą nie potrafi się odnaleźć w życiu, dlatego też ucieka w chwile zapomnienia. Wtedy wprowadza się córka męża jego matki, która kawałek po kawałku burzy jego mury. A nie powinna.


''Szydzimy z siebie, odkąd tu przyjechałam, i kłócimy się, żeby poznać nawzajem swoje słabości. Moją jest brak pewności siebie. Słabością Tylera jest prawda.''


   Strasznie dłużył mi się początek, nie mogłam się wbić w historię i już nie wspomnę jak długo czekałam na moment Eden i Taylera. Po tym momencie przeczytałam książkę jednym ciągiem - plusy całodziennej nudy w pracy. Cieszę się, że poczekałam z tą książką, bo przez te kilka miesięcy nabrałam większej ochoty i chęci, przez co czytało mi się przyjemniej. Dodatkowo nie byłam bombardowana z każdej strony recenzjami, zdjęciami i cytatami. A chyba większość się zgodzi, że nadmierna ilość zdjęć i recenzji może czasami zniechęcić a nie zachęcić do czytania.

   Jeśli chodzi o styl - uważam, że napisana jest prosto i przejrzyście. Akcja nie jest przyspieszona ani zwolniona, toczy się swoim tempem. To co mi przeszkadzało, to (kiedyś w jakiejś książce też mnie to denerwowało i nawet pisałam to w recenzji) zwracanie się do bohatera niczym do prezydenta. Mianowicie na przykład ''Taylerze, mógłbyś nakryć do stołu?''. Chodzi mi o odmianę imienia. On ma na imię Tayler i myślę, że w tłumaczeniu nie powinno być odmiany jak się ktoś do niego zwraca. Czy ja tylko wymyślam, czy was też doprowadza to do szału?

   Drugą sprawą jest bohaterka i jej ojciec. Eden w myślach gardzi ojcem i nie obchodzi on ją. Natomiast kiedy dziewczyna spóźnia się do domu, czy coś przeskrobie - panikuje, bo ojciec ją zabije, albo zamknie w domu. Dlaczego ona mu nic nie wygarnęła na początku skoro tak bardzo chciała? Myślę, że autorka na sprawę z ojcem lekko przymknęła oko, bo w niektórych momentach, szczególnie pod koniec, nawet mi łzy w oczach stanęły, a tymczasem autorka sprawiła, że Eden nic z tym nie zrobiła i urwała wątek. A szkoda, bo myślę, że relacje tych dwojga można było bardziej rozwinąć.

   Na polskim rynku rzadko spotykam książki, w których romans jest między przybranym rodzeństwem. Mimo, że w tym gatunku książek o tej tematyce jest dość sporo, to w Polsce chyba wydawnictwa unikają wszelkich kontrowersji. Bo nie oszukujmy się, związek między przybranym rodzeństwem jest sporą kontrowersją, mimo że te osoby nie są ze sobą spokrewnione. Tym bardziej jeśli poznają się w wieku 16-17 lat. Mnie to nie szokuje ani nie brzydzi, ale wiem, że niektórzy są zażenowani takim związkiem. Napiszcie proszę jak wy odbieracie takiego tematy? Jesteście po stronie zakochanych, czy przeciwni?

   Zastanawiałam się nad oceną. Nie wiedziałam, czy ocenić na 9 czy 8. Stwierdziłam jednak, że na 9 oceniam dużo lepsze książki, więc 8 wydaje mi się właściwa.



Cykl Dimily:
1. Czy wspominałam, że Cię kocham?
2. Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?
3. Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?



4 komentarze:

  1. Książkę jak i cały cykl mam w planach czytelniczych :0

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam podobne uczucia co do początku, jakoś trudno mi było przebić się przez ten początek, a potem to nawet nie zauważyłam, że czytam ostatnie strony. Podobała mi się ksiązka, dlatego z chęcią sięgnęłam po kolejny tom. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń