10 stycznia 2018

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIA książkowe w 2017 roku.

   Muszę przyznać, że w tym roku miałam problem z wybraniem tych najgorszych książek. Cieszę się, bo świadczy to tylko o tym, że przeczytałam mnóstwo lepszych powieści. Dlatego pomyślałam sobie, że post jednak powinien nazywać się "największe rozczarowania", bo gniotami ich nazwać bym nie mogła. Przy każdym tytule dodam moją ocenę danej książki w skali od 1-10. W 2017 roku najniższa ocena to 4/10, więc uważam że aż tak ogromnej tragedii nie ma. Mam nadzieję, że w 2018 roku również nie trafię na żadną złą książkę, którą oceniłabym na 1/10.



Największe rozczarowania 2017 roku:



1. "Tysiąc pocałunków" Tillie Cole - 4/10


   Bezapelacyjnie w konkursie na największe rozczarowanie roku zasługuje "Tysiąc pocałunków". Piękna okładka, wysokie oceny, pochwały w recenzjach no i autorka, o której myślałam, że nie napisałaby niczego złego. Jakie było moje zaskoczenie czytając tę książkę. Już nie wspominając o tym, że w pewnym momencie ją odłożyłam i ponownie nie mogłam się za nią zabrać, by ją skończyć, przez kolejne dwa miesiące. Ale ta książka jest przykładem na to, jak bohaterami można zepsuć całość opowieści. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam o tak wyidealizowanych bohaterach, którzy "miłość na wieki" doświadczają w wieku 7(?) lat. W wieku 13-15(?) wypowiadają do siebie słowa i uczucia, jakby mieli po 80 lat, gdzie 75 z tego przeżyli razem. Bohaterka natomiast oczywiście jest kochana przez wszystkich a ona sama we wszystkich widzi tylko dobro. No i to wypominanie ciągle o tym, że niedługo jej zabraknie. Ckliwa i mdła, tyle można napisać. Jedyny plus tej książki to pomysł ze słoikiem na 1000 pocałunków chłopaka.






2. "Powietrze, którym oddycha" Brittainy C. Cherry - 5/10

   Brittainy C. Cherry uwielbiam i z niecierpliwością czekałam na serię "Żywioły". Za czytanie jednak zabrałam się sporo później. Wiecie, mam tak, że im bardziej chcę coś przeczytać, tym dłużej odkładam to w czasie. Taki typ. Co więcej, ta książka była pierwszą przeczytaną w 2017 roku, i co? No właśnie to, że już na samym początku się sparzyłam. Powtórzę słowa z mojej opinii: "Ta książka to jedno wielkie zrządzenie losu. Chyba nigdy nie czytałam książki, w której od samego początku do końca był tak wielki zbieg okoliczności. Brakowało jedynie, aby się okazało, że bohaterzy to zaginione rodzeństwo. Takie nieprawdopodobieństwo sprawiło, że książka wydała mi się tanią komedią romantyczną. No wiecie, jak w najprostszych filmach, kiedy to bohaterzy zakochują się w sobie od pierwszego momentu, do tego ciągle na siebie wpadają, mają wspólnych znajomych oczywiście i o zgrozo - borykają się z tym samym problemem. Wyszła komedia, kiedy w rzeczywistości miał wyjść dramat." Plus niepoważne i niesmaczne zachowanie bohaterów bardzo mnie zraziło. Nie sądzę by trzeba było dodawać coś więcej. Na szczęście kolejne części serii były o niebo lepsze, a wręcz genialne.




3. "Oddychaj mną" Abbi Glines - 5/10


    Abbi Glines jest mi dobrze znana z serii długiej, niczym moda na sukces, "Rosemary Beach", dlatego z przyjemnością czekałam na kolejną jej serię. Biorąc się za pierwszy tom najnowszego cyklu autorki w Polsce "Sea Breeze" spodziewałam się równie wciągającej i przyjemnej lektury. Co dostałam? Powieść w stylu opowiadania na Wattpadzie. No wiecie, te historyjki ze sławnymi osobami w roli głównej, którzy zakochują się w "zwykłej dziewczynie". Nie przesadzam. Nawet przez moment nie dało się wyczuć, że książka napisana została przez dorosłą kobietę. W głowie ciągle siedział mi obraz, 15 latki siedzącej przy komputerze. Nie wiem czy to debiut autorki, nie wiem co poszło nie tak, ale wiem, że ta książka była zwyczajnie słaba. Jednak nie zraziła mnie do tego stopnia bym nie sięgnęła po kolejne tomy. Dzięki wspomnianej serii "Rosemary Beach" wiem, że autorka ma lepsze i słabsze momenty i bardzo, ale to bardzo liczę na to, że kolejne części będą dużo lepsze. Abbi nie zawiedź mnie po raz kolejny!






4. "Dziewczyna mojego brata" K.A. Linde - 5/10


   "Dziewczyna mojego brata" to książka, po której oczekiwałam przyjemnego i ciepłego romansu. Teoretycznie to dostałam, bo romans jest, gorąco też się robi, a i jakiś dramat w tle się nawet znajdzie. Jednak dostałam w niej nijakich bohaterów, którzy non stop się powtarzali. Dreszczyku emocji też nie było, bo gdy coś się wydarzyło, to w jednym zdaniu bohaterka jest gotowa zostawić wszystko i wyjechać na drugi koniec kraju, by zdanie później, jednak przymilać się do bohatera. Oczekuję od książki, że jak już coś się wydarzy, rozpęta się "drama", to niech zostanie dopracowana. No bo przykładowo, po co wierzyć osobie, którą się rzekomo kocha? Logiczne, że wierzy się zołzie, która się wtrąca i miesza i każdy to widzi, tylko nie bohaterka prawda? Nie znoszę takich bohaterów. Ponad to obrażanie się o wszystko jak by oboje mieli po 13 lat. Nudna, sztuczna i  "na odwal".








5. "Uwikłani. Pokusa" Laurelin Paige - 6/10


   "Pokusa" stała na mojej półce bardzo długo, okładką do dołu dla jasności, bo bardzo mnie raziła. Chociaż w porównaniu z dalszymi częściami, ta jeszcze się nadaje. Treść to powielenie schematu. Nic w niej nie zaskakuje, co nie przeszkadzałoby mi szczególnie, gdyby książka była "żywa". Gdyby jakieś emocje we mnie wywołała, gdyby mnie wciągnęła, gdybym polubiła bohaterów. W erotyku, jak sama nazwa wskazuje, trzeba liczyć na sporą dawkę seksu. Ale jeżeli na narządy płciowe bohaterka używa takich określeń jak drąg, pałka i tym podobne, to ja podziękuję. No bo ludzie, kto w łóżku używa takich słów? Chyba, że to ja jestem za mało nowoczesna i dla mnie to zwyczajnie odrzucające. Do tego autorka zamiast skupić się bardziej na problemach bohaterki, skoro już poruszyła temat obsesji czy socjopatii, wolała jednak skupić się na seksie i pożądaniu między bohaterami. Co prawda mam w planach dalsze części, ale kiedy i czy się za nie wezmę, to się okaże.






Znalazłoby się jeszcze kilka tytułów, które mnie rozczarowały takie jak "Bez uczuć" Mii Sheridan (ciągle się zastanawiam jak to możliwe, że akurat ta autorka schrzaniła tę książkę), "Moje życie obok" Huntley Fitzpatrick (nudną, męczącą i w ogóle nie zaskakującą), czy "Flower. Jak kwiat" Elizabeth Craft & Shea Olsen (z bezosobowymi i głupkowatymi bohaterami), jednak ostatecznie postanowiłam, że specjalnie wyróżniać ich nie będę. 



Biorąc pod uwagę, że tylko 8 książek na 82 przeczytane, znalazło się na tej liście, uważam rok za udany pod względem czytelniczym. Chyba miałam oko w wybieraniu powieści :)



Może któraś z tych książek znalazła się też na waszej liście największych rozczarowań? A może na liście najlepszych? :)








18 komentarzy:

  1. Ta ostatnia seria z każdą kolejną widzianą, czytaną recenzje skrupulatnie mnie odstraszała. Widzę, że to była dobra samoobrona. :D Co do drugiej z Twojej listy niestety czuję do Cherry magnetyczne przyciąganie. Zobaczymy, jaka okaże się "Szukając Pana Danielsa", kto wie, może mi akurat się spodoba?
    Co do serii Glines - nie wiem, czy chce sięgać po kolejny tasiemiec jak Rosemary Beach. Chyba nie mam na to czasu. ;/
    Pierwsza z listy mnie bardzo intryguje i chciałabym sama ją ocenić. A co do czwartej nie mam zdania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety "Uwikłani" zawiodła nie tylko mnie, z tego co widziałam. Szczególnie, że w tym gatunku już teraz trzeba jakoś się wyróżnić, zaciekawić, a tu nie było nic.
      Cherry polecam jak najbardziej! Przeczytałam wszystkie jej książki wydane w Polsce i tylko ta jedna, powyższa mnie bardzo rozczarowała. Pozostałe natomiast - genialne. Trzymam kciuki, by "Szukając Pana Daniesla" ci się spodobała :)
      Co do Glines - plus jest taki, że jej książek nie trzeba czytać na raz. Ja mam do autorki jednak sentyment, więc muszę dokończyć tę serię. A jeśli już przy autorce jesteśmy, to Kobiece wyda dylogię "The Vincent boys", którą bardzo, bardzo polecam :)
      Na "Tysiąc pocałunków" strasznie się wynudziłam i irytowałam :(

      Usuń
  2. Większość tytułów mam w planach.Ciekawe, jak mi się będą podobały:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nikt chyba nie lubi książek w stylu "Powietrza, którym oddycham". W życiu często natrafiamy na jakieś przypadkowe zbiegi okoliczności, ale bez przesady! Gdy wszystko idzie tak z płatka uzyskujemy wręcz karykaturalny obraz rzeczywistości. Jest to słabe i po prostu nudne, gdyż przy każdym "dreszczyku złych emocji" wiemy, że wszystko skończy się dobrze, a główny bohater oczywiście zawsze będzie obok by uratować ukochaną, nawet jeśli ta będzie akurat na spontanicznym wyjeździe na drugim końcu świata.
    Pozdrawiam!
    www.recenzjefor.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam sentyment do Glines i tak jak piszesz ma ona słabsze i lepsze momenty, a ta książka jest zdecydowanie w grupie pierwszej. Czytałam ją już dawno, ale jeśli dobrze pamiętam to był to debiut autorki. Chyba. Zaraz to sprawdzę w recenzji.
    Co do Pokusy natomiast, mogę Ci powiedzieć, że w drugim tomie tłumaczka już nie popłynęła tak bardzo i tych głupich określeń na narządy nie ma.
    Reszty książek niestety, albo właśnie stety, nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To istnieje szansa, że pozostałe tomy są dużo lepsze :D Może uda mi się skończyć serię "Uwikłani" w tym roku, jak tylko będę miała ochotę :)

      Usuń
  5. Wow Tysiąc pocałunków i Powietrze, którym oddycha myślałam, że te książki są epickie, a tu proszę, ktoś kto jest rozczarowany. :D Ja nie czytałam tych dwóch książek, ale mam w planie i mam nadzieję, że mi jednak się spodobają. Co do Pokusy... szeroko omijam łukiem. :D Lubię erotyki,ale ta książka wydaje mi się pusta, a pustych erotyków nie lubię, jeśli to ma sens co mówię. :D No i całkiem doby wynik niefajnych książek, jak tak dużo książek przeczytałaś. :D Ja też w 2017 aż tak dużo złych nie przeczytałam na szczęście. :0

    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam zaskoczona :D Czekałam na te książki tak bardzo, że po przeczytaniu ich zadałam sobie pytanie "co poszło nie tak". No ale wiadomo, nie wszystkie książki muszą się każdemu podobać. Jestem więc ciekawa czy tobie się spodobają. Ma sens, i coś w tym jest niestety :(
      To miałyśmy szczęście i oby tak też było w 2018! :)

      Usuń
  6. Szkoda, że 1 i 2 Cię rozczarowały. Mi bardzo przypadły do gustu - obie. Nie czytałam natomiast 3 i 4, ale przyznam, że raczej nie zamierzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może i lepiej. Jest tyle świetnych książek, więc szkoda marnować czas na średniaki :)

      Usuń
  7. Z Twojej listy przeczytałam jedynie książkę numer 1 i 2 ale nie wrzuciłabym ich do rozczarowań. Nie był genialne, ale po prostu miałam gorsze książki :D Co do "Powietrze, którym oddycha" to uważam, że jest to najsłabsza część tej serii - ale ciężko będzie pobić "Wodę..." ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja gorszych nie miałam, dlatego też te tytułu zalazły się powyżej. To po prostu nie było to czego oczekiwałam. Pierwsza nudna z okropną ilością słodyczy, druga zaś niesmaczna i przekombinowana. Zgadzam się, jest najsłabsza i też myślałam, że "Woda.." najlepsza, dopóki nie przeczytałam "Siły..". Chociaż te dwie są prawie na jednym poziomie, obie genialne :)

      Usuń
  8. Numer 3 -podpisuję się pod tym ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Te 'Tysiąc pocałunków' bardzo mnie zraziło, a właściwie twoje słowa. Taka bohaterka doprowadzałaby mnie do szału. Czytałam natomiast 'Powietrze, którym oddycha' i jak każda książka tej autorki bardzo mi się podobała :) 'Oddychaj mną' też już za mną, ale właściwie to nie za wiele z niej pamiętam więc najlepsza nie była ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie bohaterka "Tysiąc Pocałunków" była nieudaną kopią Kate z "Promyczka". No nie podobała mi się ta książka po prostu.

      Usuń